4.12.16

KSIĄŻKA: Co mi dolega? Przewodnik skutecznego leczenia dietą + KONKURS



OD  WYDAWCY: 
Zaczęło się od choroby córki. Na mocną wysypkę nie pomagały leki. Lekarze bezradnie rozkładali ręce i mówili, że to „taka uroda”. Bożena Kropka – ceniona specjalistka od spraw leczenia żywieniem wzięła sprawy w swoje ręce. Teraz do jej gabinetu przyjeżdżają setki chorych z całej Polski. Nikt nie jest skazany na choroby cywilizacyjne. Jeśli dokuczają Ci bóle głowy, zmęczenie, problemy skórne, drażliwość, problemy z trawieniem, ta książka jest dla ciebie! Dzięki niej nauczysz się interpretować pierwsze niepokojące symptomy i dowiesz się, o jakie badania poprosić w gabinecie lekarskim. Autorka patrzy na pacjenta całościowo. Wyjaśnia, że 80% chorób wynika ze złej diety. Wskazuje, dlaczego jelita mają wpływ na nasz nastrój oraz jakie są źródła alergii i nietolerancji pokarmowych. Czy to możliwe, że zwykły jogurt owocowy może mieć związek z przewlekłym zapaleniem zatok? Co mi dolega? Poradnik skutecznego leczenia dietą przedstawia praktyczny system wczesnego ostrzegania i skuteczny program zdrowego życia.

MOJA OPINIA
Książek o odżywianiu przeczytałam już całkiem sporo, każda z nich, mimo, że podstawy miała podobne, czymś się na tle innych wyróżniała. Nie inaczej jest z tą książką. Co mi dolega? poleciłabym najbardziej osobom, które nie mają dużej wiedzy o odżywianiu i/lub cierpią na jakąkolwiek alergię/chorobę autoimmunologiczną/jakiekolwiek dolegliwości ze strony układu pokarmowego. 

Autorka bardzo przystępnym językiem wyjaśnia jak działa układ pokarmowy oraz jaki wpływ na jego działanie (i cały organizm) ma żywność przetworzona. Tłumaczy też jakie spustoszenie w naszym zdrowiu może poczynić niewykryta nietolerancja czy alergia pokarmowa lub zły stan flory bakteryjnej jelit. Przytacza też historię swoich pacjentów, którzy po zmianie diety łagodzili objawy chorób, które do niedawna z odżywaniem nie były kojarzone (włączając w to nawet zapalenie prostaty czy depresję).

Dr Bożena Kropka daje też nadzieję na wyjście z alergii, w książce opisuje swój program "6 kroków wyjścia z alergii", który może mógłby być opisany trochę bardziej szczegółowo, ale i tak dla wielu alergików może być przydatny.

Czytając książkę Co mi dolega? Przewodnik skutecznego leczenia dietą, żałowałam, że nie miałam dostępu do tej wiedzy, kiedy zaczęły się moje problemy zdrowotne. Przez dobre 2 lata nie mogłam znaleźć pomocy u żadnego lekarza, na szczęście w końcu trafiłam do osoby, która chyba trochę przypadkiem trafiła w sedno moich problemów i pomogła mi się z nimi pożegnać (więcej o tym pisałam przy okazji książki Dieta bez pszenicy). Okazało się, że poprawa szczelności jelit, długotrwała suplementacja probiotykami i czasowe wykluczenie niesłużących mi produktów spowodowało, że w końcu! pożegnałam się z codziennym bardzo silnym bólem brzucha, który często nie pozwalał mi się nawet wyprostować, a co dopiero brać udział w jakikolwiek zajęciach czy spotkaniach towarzyskich. Mój przypadek potwierdza, że zalecenia autorki książki mogą bardzo pomóc. Niestety mi tych zaleceń nikt na tacy nie podał:(


KONKURS
Dzięki uprzejmości wydawnictwa Znak mam dla was dwa egzemplarze książki Co mi dolega? Aby otrzymać jeden z nich, wystarczy, że w komentarzu zostawicie swój adres e-mail i napiszecie mi jaki macie sposób na zdrowe śniadanie. Spośród odpowiedzi wybiorę dwie osoby do których powędruje książka. Na zgłoszenia czekam do 12.12.2016.




Podziel się


21.11.16

PONIEDZIAŁKOWE PRZYJEMNOŚCI: Hygge

Duńskim hygge zachwyca się chyba cały polski instagram, połowa polskiej blogosfery i trzy czwarte świata. Musze przyznać, że i mnie ten zachwyt nie ominął. W ciągu tygodnia przeczytałam dwie książki o hygge (chyba jedyne jakie ukazały się na polskim rynku) i jedną z nich (tę autorstwa Meika Wikinga) dziś chciałabym Wam polecić. Ale zanim o książce…

Co to jest hygge? 
Hygge to duńska filozofia szczęścia. To sztuka cieszenia się drobnymi rzeczami. Sztuka bycia tu i teraz z rodziną i przyjaciółmi. Sztuka doceniania ciepła herbaty i blasku jaki dają świece. Duńczycy dużą wagę przywiązują do takich prostych momentów, to trochę ich taki mechanizm obronny przed półroczną zimą.

Dla Polaków słowo hygge wciąż zapewne brzmi obco (tu możecie sprawdzić poprawną wymowę), ale wartości jakie za sobą niesie przyrównałabym do slow life i mindfulness razem wziętych. Według autora książki, to właśnie hygge powoduje, że Duńczycy są jednym z najszczęśliwszych narodów na świecie. Coś mi się wydaje, że Polacy wciąż jeszcze zachłyśnięci konsumpcjonizmem, mogliby się od Duńczyków w tej kwestii wiele nauczyć. Mało który z moich znajomych umiałby chyba powiedzieć, że jest szczęśliwy pijąc herbatę w swoim ulubionym fotelu, raczej przyznałby, że do szczęście potrzebuje nowego telefonu/samochodu/wakacji za granicą.

Co składa się na hygge? 
Wieczory spędzane w domu z książką i herbatą, wspólne gotowanie ze znajomymi, czytanie książek, własnoręcznie przygotowane słodkości, ciepłe, przytłumione światło, muzyka, kontakt z naturą czy celebrowanie zmian pór roku (czy wiecie, że Duńczycy świętują w lutym minięcie połowy zimy?). Można by rzec, że proste i przyziemne rzeczy.



Czy hygge da się osiągnąć w Polsce?
Praktykowanie hygge dla Polaków generalnie nie może być takie proste jak dla Duńczyków, żeby móc delektować się chwilą, odpoczywać i po prostu czuć szczęście, trzeba osiągnąć pewien poziom spokoju, dobrobytu i poczucia bezpieczeństwa. Duńczykom, którzy wciąż żyją w państwie opiekuńczym jest na pewno łatwiej. Ale system opieki społecznej też nie rozwiąże wszystkiego, jeśli wiszą nad nami jakieś niepozałatwiane sprawy, nie zrealizowane pilne obowiązki, to bardzo trudno jest nam się oderwać myślami od listy zadań i cieszyć np. pięknym zachodem słońca. Żeby móc cieszyć się hygge, trzeba zachować work/life balance, Pilne sprawy możliwie szybko odhaczać, a drobnymi nauczyć się nadmiernie nie przejmować.


Czego warto nauczyć się od Duńczyków?
W obu książkach przeczytałam, że w zasadzie nierozerwalną częścią hygge są świeczki. W Danii pali się je nawet w biurach i szkołach! Ale w przeciwieństwie do Polaków, Duńczycy uznają tylko te naturalne świece, wszystkie zapachowe uznawane są za sztuczne. Wiedzą też, że świece palące się w domu zanieczyszczają powietrze i przed pójściem spać, pomieszczenie w którym się paliły, trzeba dokładnie wywietrzyć. Tymczasem w polskich domach na każdym rogu stoją odświeżacze powietrza i perfumowane świeczki, które zamiast hygge dają tylko astmę i ból głowy :/


Czego nie warto uczyć się od Duńczyków?
W obu książkach przeczytałam, że zdrowy styl życia jest zagrożeniem dla hygge. Podobno osoby, które trenują do maratonów nie mogą czuć się hyggeling. To stwierdzenie wydaje mi się trochę absurdalne. Taki biegacz chyba nie może czuć się lepiej niż w momencie, kiedy zmarznięty i zmoknięty wbiega do suchego i ciepłego, oświetlonego świecami domu. Dla Duńczyków ważne w hygge jest też jedzenie, dogadzanie sobie słodyczami i innymi przysmakami. Zdrowa dieta według nich to zbrodnia przeciwko hygge. To również wydaje mi się bardzo dziwne, chyba po prostu nie odkryli jeszcze zdrowych słodyczy. Ja potrafię czuć się bardzo hyggeling jedząc na przykład taki raw sernik:)

Wydaje mi się, że hygge dla każdego może wyglądać inaczej, nie każdy będzie potrafił zrelaksować się przy tej hygge playliście, mnie na przykład bardziej uspokaja ten utwór. I skoro muzykę lubimy różną, to różnimy się też w kulinarnych gustach (chociaż ja po lekturze obu książek od razu nabrałam ochoty na drożdżowe cinnamon rolls :p)

Jeśli Was również zainteresował temat hygge, to polecam lekturę książki, która o hygge i samej Danii, duńskiej kuchni czy duńskim designie powie Wam na pewno dużo więcej. Ja już nie mogę się doczekać, kiedy odwiedzę Kopenhagę, która jest na mojej wakacyjnej whishliście od bardzo dawna, a po zobaczeniu tego, jest już na samym szczycie tej listy :)

Ja tymczasem udaję się rzeczone hygge praktykować w najczystszej postaci, czyli pod kocem, z kubkiem herbaty i kolejną książką w ręku, o której opowiem Wam już niebawem.







Podziel się


17.11.16

Domowy, wegański jogurt ze startera

O wegańskich produktach probiotycznych pisałam na blogu już kilka razy. Było już o:


Niestety wszystkie moje startery poza grzybkiem tybetańskim nie przeżyły wakacyjnego mrożenia, gotowe jogurty sojowe chyba się przede mną chowają w sklepach, a odporność na jesień sama się nie zbuduje:/ Dlatego w tym sezonie prócz aptecznych probiotyków zaopatrzyłam się w starter do jogurtu Acidolakt, z którego udało mi się zrobić bardzo smaczny jogurt sojowy.


JAK ZROBIĆ JOGURT ZE STARTERA?
Zakwaskę podzieliłam na 3 części, każda z nich posłużyła mi do przygotowania 300-500 ml jogurtu. Z ostatniej porcji odłożyłam kilka łyżek i włożyłam do lodówki jako zakwas do kolejnego jogurtu.

Jogurt przygotowałam z mleka sojowego niesłodzonego podgrzanego do temperatury ok. 40 stopni Celsjusza, które razem z zakwaską wlałam do kubka termicznego/termosu i zostawiłam na całą noc. Rano jogurt był już gotowy.

UWAGI
  • Proces fermentacji zajdzie również bez termosu, będzie jedynie trwał trochę dłużej. Zimą naczynie z dojrzewającym jogurtem można zostawić przy ciepłym kaloryferze.
  • Jogurt należy przygotowywać w naczyniu szklanym, ceramicznym lub ze stali nierdzewnej. Plastik i emalia (szczególnie odpryśnięta) się nie nada.
  • Mleka nie dosładzałam przed fermentacją, z tego co pamiętam, producent zakwaski zalecał dosładzać.
  • Jogurt robiłam tylko na mleku sojowym z kartonu. Na ulotce dołączonej do startera znalazłam informację, że domowe mleko migdałowe też się nada na jogurt.
  • Wszelkie dodatki smakowe do jogurtu, zarówno owoce jak i np. kakao należy dodać bezpośrednio przed spożyciem, by nie zaburzyć procesu fermentacji.
  • Oryginalna instrukcja producenta zakwaski: zakwaski.pl


Eksperyment z jogurtem ze startera uważam za bardzo udany. Produkt końcowy smakował mi bardziej niż sklepowe jogurty sojowe czy kefir z grzybka tybetańskiego. Mam nadzieję, że starter utrzymam w dobrej kondycji jak najdłużej. A przy następnych zakupach dorzucę też chyba zakwaskę do śmietany, jestem bardzo ciekawa czy da się w domu zrobić wegańską śmietanę. Ale taką kwaszoną fermentacją, nie jakieś podróbki z sokiem z cytryny. A może ktoś z Was już próbował taką zrobić?






P.S. Zakwaski do jogurtów kupiłam tu:  sklep.jogurt-domowy.pl


Podziel się


11.11.16

Witamina N - sprawdź czy nie grożą Ci niedobory

Witamina D to nie jedyna witamina której może nam brakować w okresie jesienno-zimowym (mam nadzieję, że suplementujecie!). Drugą witaminą bardzo ważną dla naszego samopoczucia, zdrowia psychicznego i fizycznego jest witamina N. Sprawdźcie, czy nie grozi Wam jej niedobór.

Niedobór witaminy N może wystąpić gdy:
  • całe dnie spędzacie w pracy, a popołudnia na kanapie
  • mieszkacie w mieście i nie ruszacie się po za jego granice, no chyba, że tylko samochodem i tylko do innego miasta
  • jedyna aktywność fizyczna jaką podejmujecie ma miejsce na siłowni lub w domu na dywanie
  • nie macie roweru, łyżworolek, a jedyny spacer jaki Wam się zdarza ma miejsce w centrum handlowym
  • jadąc na wakacje wybieracie tylko hotele z basenem i poza ich obręb nie zdarza Wam się wychodzić
  • wychodzenie z domu w okresie jesienno-zimowym jawi Wam się jako największa tortura i przez te ok. 6 miesięcy jesteście człowiekiem-burrito

Gdzie można znaleźć witaminę N?
W przeciwieństwie do wszystkich innych witamin, nie dostarczycie jej z pożywieniem. Na pewno nie znajdziecie jej też w tabletkach. Witaminę N znajdziecie w Naturze oczywiście.

Jak się pewnie domyślacie witamina N to nie żaden nowo odkryty związek chemiczny, ale termin którym posłużył się Richard Louv, autor książki "Witamina N", który w ten sposób chciał zaznaczyć, że kontakt z naturą jest niezbędną częścią zdrowego trybu życia, jest też niezbędnym elementem prawidłowego rozwoju dziecka.




OD  WYDAWCY:
W swoim świetnie udokumentowanym bestsellerowym „Ostatnim dziecku lasu” Richard Louv zwrócił uwagę na wyobcowanie współczesnych dzieci ze środowiska naturalnego i wprowadził do debaty termin „zespół deficytu natury”. Udowodnił, że mocna więź z naturą ma ogromny wpływ na dzieci - wzmacnia potencjał intelektualny, kreatywność i zmniejsza ryzyko chorób cywilizacyjnych. Teraz pokazuje, jak praktycznie dokonać prawdziwej zmiany w swoim życiu. „Witamina N” pomoże odzyskać naturalną radość z kontaktu z przyrodą. 

„Witamina N” to jedyny w swoim rodzaju praktyczny przewodnik nie tylko dla zaniepokojonych rodziców, ale też dla wszystkich tych, którzy szukają pomysłów na przywrócenie dzieciom możliwości nieskrępowanego kontaktu z przyrodą – dla nauczycieli i wychowawców, osób pracujących z dziećmi i dyrektorów szkół zainteresowanych efektywną edukacją ekologiczną. „Witamina N” to też przepis na świetną zabawę!


MOJA OPINIA
Książką skierowana jest głównie do rodziców i nauczycieli (przyda się też na pewno instruktorom harcerskim), którzy organizują czas wolny dzieciom. Mimo, że nie mam dzieci i na co dzień nie mam z nimi kontaktu, książkę przeczytałam z zainteresowaniem. Wiele zaproponowanych w książce zabaw jest naprawdę pomysłowych i może spodobać się nie tylko najmłodszym. Moją uwagę zwróciły np. perfumy zrobione ze świeżych kwiatów czy pomysł na domowego grilla solarnego(!).

W książce oprócz 500 pomysłów na zabawy na dworze znajduje się całkiem pokaźny spis organizacji, stron i aplikacji (wszystkie anglojęzyczne) z których można czerpać inspiracje na dalsze działania. Autor przygotował też pokaźną bibliografię, która w dużej mierze udowadnia dlaczego Natura ma tak duży wpływ na nasze zdrowie. Do polskiego wydania został też dołączony spis książek o podobnej tematyce odstępnych na polskim rynku.


Lektura książki przypomniała mi moje ulubione zabawy z dzieciństwa, przywołała wiele fajnych wspomnień. Jedną w pierwszych zabaw jaka mi się przypomniała była gra "Kamień STOP". Niestety nie pamiętam dokładnie zasad, ale wiem, że uwielbiałam się w to bawić. Jako drugie przyszły mi do głowy "Widoczki", które na moim osiedlu powstawały w ilościach hurtowych. Na jednym z ostatnich spacerów spróbowałam nawet stworzyć jeden z nich, ale jak widać powyżej, z biegiem lat wyszłam z wprawy. Po przeczytaniu książki mam silne postanowienie, żeby jesienią i zimą na spacery wychodzić częściej, więc mam nadzieję, że będę miała okazję jeszcze poćwiczyć :D

Znacie te zabawy?

WARTO ZAJRZEĆ

Przy okazji chciałabym Wam polecić jeszcze wpis mojej ulubionej zagranicznej blogerki, której codzienne spacery pomogły uporać się z "humorami" swoich dzieci ---->cupofjo.com

Wiele miesięcy temu znalazłam też fantastyczny sposób na zabawę z dziećmi na śniegu i chociaż malarka ze mnie żadna, chętnie wypróbuję ją kiedyś z moimi siostrzeńcami. Chodzi o oczywiście o malowanie na śniegu ----> growingajeweledrose.com

Zobaczcie też inne fantastyczne zabawy na śniegu. W zeszłym roku próbowałam baniek na mrozie, a w tym kusi mnie ta lodowa świeczka <3 ----> nontoygifts.com

I na koniec mój stary post, ale może przegapiliście ---> Dlaczego powinniśmy żyć wśród drzew

źródło

Książkę "Witamina N" przeczytałam dzięki uprzejmości wydawnictwa Mamania.



Podziel się


30.10.16

WEEKENDOWE LINKI #62

Zdjęcie zamieszczone przez użytkownika @zielonawsrodludzi


Jak nastroje po zmianie czasu, wyspani? Jak dla mnie, to każda jedna doba mogłaby mieć dodotkową godzinę na sen:D Mam nadzieję, że weekend się dla Was jeszcze nie kończy i znajdziecie chwilę na przejrzenie kilku ciekawych linków z ostatnich tygodni.


Mój nowy artykół dla HAmag o naturalnej pielęgnacji biustu

Tesla wprowadza na rynek solarne dachówki!

Drony na straży czystego powietrza w Bytomiu

Najzabawniejsze zdjęcia przyrodnicze. I jeszcze te najsłodsze

Wegańskie tosty francuskie do wypróbowania w sezonie dyniowym

Siłownia dla głowy czyli jak i po co ćwiczyć mózg

Carlsberg zaprezentował ekologiczną butelkę

Najlepsze insagramowe odkrycie ostatnich kilku tygodni

Nietypowe mapy amerykańskich miast ukazują nierówności społeczne

Mocna kampania

19-20.11 w Warszawie dobędą się targi kosmetyków naturalnych Ekocuda

Perfect-photo-timing





Podziel się


Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...