15.7.16

WEEKENDOWE LINKI #59



źródło





I did it again! Znowu minął miesiąc od ostatnich weekendowych linków. Znowu nie wiem kiedy i jak to się stało, ale spieszę nadrabiać zaległości :)



Kobiety i koty to zawsze dobre połączenie

5 weekendowych, nadmorskich tras rowerowych

60 zaskakujących ilustarcji

Jadłabym

Wszystko, co chcielibyście wiedzieć o magnezie

Mieszkałabym

Miasta oglądane w kroplach wody

Helsinki chcą zakazu ruchy dla prywatnych samochodów

Hot-dogi ogrzewane słońcem

15 przepisów, które pozwolą Wam prowadzić do diety więcej kurkumy

Jeśli Wasze dzieci nudzą się w wakacje w domu, oto kilka eksperymentów, które możecie z nimi zrobić (bez dzieci też można :p)

Z czego to nie da się zrobić prądu?


Podziel się


12.7.16

Przerwa na reklamę #1 IFAW | WWF | PETA

Mam takie dziwne hobby, że lubię oglądać reklamy (mogliście to już zaobserwować przeglądając np. te wpisy o laureatach Cannes Lions z 2015 i 2014 roku). Ale lubię oglądać tylko dobre reklamy, nie takie w których konsumenta traktuje się jak idiotę (niestety mam wrażenie, że te wciąż przeważają w polskich mediach). Ostatnio trafiłam na kilka kampanii, które bardzo zapadły mi w pamięć, a że wpisują się w tematykę bloga, postanowiłam, że je Wam zaprezentuję.

Dobrych reklam i kampanii znajduję ostatnio bardzo dużo, dlatego postanowiłam podzielić je na jakieś tematyczne części. Dziś zajmiemy się głównie problemami zagrożonych gatunków zwierząt.



IFAW | If only it was this easy

IFAW to organizacja, która zajmuje się ochroną dzikich zwierząt na całym świecie. Komentarz do poniższych grafik jest już chyba zbędny.

Źródło

Źródło


WWF Singapur | We breathe what we buy

Kampania zwracająca uwagę na zanieczyszczenie powietrza i inne problemy środowiskowe wynikające z wycinki lasów pod uprawę oleju palmowego, który znajduje się w bardzo wielu kupowanych przez nas produktach (m.in w żywności i kosmetykach). 

źródło


źródło



















PETA | Behind the leather 

Czyli jak uświadomić konsumentom skąd wzięła się skóra z ich torebki czy portfela





Podziel się


7.7.16

INSPIRACJE: Zielone aranżacje salonu

Rok po przeprowadzce nasze mieszkanie wciąż jest dalekie od ideału. Nasze przed zakupowe założenie było takie, że każde z pomieszczeń gruntownie będziemy remontować z czasem. Jak się zapewne domyślacie, niewiele nam z tego wyszło. Bardzo trudno zabrać się do pracy będąc już rozpakowanym i zadomowionym. Generalnie nie jest źle, do wielu rzeczy zdążyliśmy się też przyzwyczaić. Ostatnio jednak zapragnęłam trochę przytulniej zorganizować przestrzeń w której żyjemy. Jako, że w tym roku przyświeca nam zasada bardziej być niż mieć i fundusze przeznaczone na nową kanapę wydamy na wakacyjny wyjazd, zmiany tez zajść muszą niskim kosztem. Pierwsze co mi przyszło do głowy to rośliny. Odpowiednio zaaranżowane dodają wnętrzom wiele uroku. Zaczęłam już gromadzić co ciekawsze odmiany, mam już pieniążka (pilea peperomioides), eukaliptusa, jaśmin, dwie zanokcice i kilka innych roślin.

Jednak w naszym przypadku aranżacja salonu przy pomocy kwiatów nie jest prostym zadaniem, nasze dwa koty bardzo interesują się wszystkim co zielone. Zainteresowanie to objawia się najczęściej gryzieniem, deptaniem i zrzucaniem doniczek z parapetu. Mimo  regularnego dostarczania kociej trawy i  kocimiętki, wszystkie kwiaty doniczkowe musimy upychać po regałach, parapet w połowie też należy do kotów. Duże donice stojące na podłodze to też nie jest dobry pomysł, bo mogą czasem  posłużyć za kuwetę. Postanowiłam więc rozejrzeć się za inspiracjami na nietypowe roślinne aranżacje.

Oto co znalazłam:
moss design: styl Nowoczesny, w kategorii Salon zaprojektowany przez rstudio
PROJEKT: moss design
źródło
Rośliny zamiast żyrandola? Why not! Niewątpliwie jest to duża ozdoba dla wnętrza, no i koty nie mają szans doskoczyć tam nawet z najwyższego regału. Wilk syty i owca całaJ



Kwietnik od SOME HOME DESIGN, makrama od FOREST LOVERS, kwietniki od URBAN OUTFITTERS








Pewnym rozwinięciem poprzedniego pomysłu są makramy i wszelkie inne kwietniki zwisające z sufitu, choć te widziałbym raczej przy oknie.
P.S. podobno wyplatanie makram uspokaja tak samo jak modne ostatnio kolorowankiJ



Kwietnik rozporowy to też bardzo fajne rozwiązanie. Na dolnych półeczkach mogłyby stać rośliny dla kotów, wyżej już moi ulubieńcy. To rozwiązanie chyba najłatwiej byłoby zastosować w naszym salonie.

Kwietnik rozporowy od MK-Max, roślinne obrazy 


Rośliny zamiast obrazów? Jestem na tak! To rozwiązanie też jest niskobudżetowe, wymaga tylko kilku słodkich uśmiechów w stronę niemęża, żeby wywiercił mi dziury w  ścianieJ

Spójrzcie na ten niesamowity widok z okna. Jest milion razy lepszy niż fototapeta! Niestety w naszym mieszkaniu taki efekt jest absolutnie nierealny, ale jeśli kiedykolwiek wybudujemy dom, to chętnie zobaczyłabym takie rozwiązanie w salonie.

RENOWACJA DOMU W SAI KUNG / HONG KONG: styl Egzotyczny, w kategorii Salon zaprojektowany przez OneByNine
RENOWACJA DOMU W SAI KUNG / HONG KONG
źródło 






Któreś z tych rozwiązań przypadło Wam do gustu? A może dodalibyście coś do tej listy?

Podziel się


3.7.16

A w czerwcu....

Kolejny miesiąc minął nie wiadomo kiedy. Trochę dał mi w kość nadmiarem obowiązków. Do tego stopnia, że w pewnym momencie zarządziłam wagary od pracy i uciekłam na chwile w rodzinne strony.

W czerwcu odwiedziłam z warsztatami Warszawę i Zieloną Górę, jeden z wykładów przeprowadziłam też w Poznaniu. W połączeniu z etatową pracą i mnóstwem innych obowiązków wyszło tego dużo za dużo.





Mimo tego czerwcowego biegu udało mi się przeczytać nową książkę Joanny Glogazy, autorki bloga Style Digger, której zapewne nikomu nie trzeba już przedstawiać. Slow Life. Zwolnij i zacznij żyć to była idealna lektura na ten miesiąc. Chyba tylko dzięki niej nie uciekłam od swojego życia w tym męczącym miesiącu. Pod wpływem lektury, w momencie, kiedy przestała mnie cieszyć praca, prowadzenie warsztatów kosmetycznych, a nawet pisanie bloga, zarządziłam wypoczynek totalny, urlop na żądanie i jak najwięcej czasu offline i poza domem. Na szczęście pomogło:) Spisałam też listę nowych rzeczy, których chciałabym spróbować/doświadczyć w najbliższych tygodniach. Teraz tylko muszę znaleźć dla nich miejsce w kalendarzu :)

Książka momentami wydawała mi się banalna, ale i tak uważam, że warto ją przeczytać.







W ramach czerwcowych polepszaczy humoru zarządziłam też dawno nie praktykowane randki z niemężem. Coraz bardziej zaczynają mi się podobać takie wypady we dwoje w środku tygodnia, kiedy po przyjściu z pracy i tak nie mamy siły, żeby zabierać się za jakieś poważne zajęcia. Pod koniec miesiąca udało nam się wpaść na obiad do niezawodnego Wypasu, gdzie pierwszy raz miałam okazję spróbować ramen. Duża porcja pokonała nawet mój wilczy głód, z Wypasu wyszłam objedzona po uszy... co nie przeszkodziło mi zmieścić jeszcze szklanki Koffi beer w pobliskim kawowym barze. Ten brismański wynalazek smakuje kawą, kolendrą i piwem jednocześnie. Przedziwny, ale bardzo smaczny.


Od lewej cold brew niemęża, moje kofi beer i wypaśny ramen




Na drugą randkę wybraliśmy się do kina na film Zanim się pojawiłeś. Przed seansem niewiele wiedziałam o filmie, widziałam tylko plakat, po którym nie spodziewałam się za wiele. Na szczęście to całkiem dobra produkcja. Momentami trochę za słodka, momentami skłaniająca do przemyśleń. Odpowiednia na letni wieczór.

W czerwcu zaczęłam też oglądać serial Lucyfer. Na Toma Ellisa zawsze miło sobie popatrzeć, chyba nic więcej nie trzeba tu dodawać :p








W czerwcu, za sprawą mojej siostry, stałam się też szczęśliwą posiadaczką nowej lunchowej torebki. Na początku uważałam ją za mało przydatny gadżet, ale kiedy kolejny raz zalałam torebkę obiadem do pracy, szybko doceniłam prezent. Torba nowojorskiej firmy Built jest nieprzemakalna, przewyższa pod tym względem lniane torby, które w razie przecieku lubią zabrudzić też ubranie :/ 

Torbę bez problemu można wyprać, a materiał z którego jest wykonana jest na tyle elastyczny, że kształt torby dopasowuje się nawet do sporych rozmiarów ładunków.














Jeśli miałabym wskazać najczęściej słuchaną w czerwcu piosenkę, to chyba byłaby to właśnie ta.




A jak Wam minął czerwiec?


Podziel się


P.S. A na blogu w czerwcu ukazały się:

Miejska klaustrofobia

Sposób na naturalne wybielanie zębów

Weekendowe linki #58

Mrożona herbata z marakują

Wegańskie brownie z batatów


28.6.16

Miejska klaustrofobia

Lubię mieszkać w mieście. Lubię Poznań za możliwości jakie mi daje, za otwarte umysły i za anonimowość na ulicy. Za jogę przy fontannie, za sojowe latte w prawie każdej kawiarni, za kina studyjne i za Kontenery nad Wartą. Ale zdarza się też, że dopada mnie miejska klaustrofobia. Tak, wiem, nie ma w słowniku takiego pojęcia. To moje określenie na to dławiące uczycie, które dopada mnie w nienajlepsze dni. To, które powoduje, że mam ochotę rzucić wszystko i biec przed siebie, aż ucieknę od codziennego życia, obowiązków, ludzi, bloków i nieustającego szumu samochodów. Też tak czasem macie?

Widok na Katedrę z trasu Bramy Poznania



Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...