3 sierpnia 2011

GMO w Polsce

Kolejny raz nasz rząd pokazał jak bardzo dba o nasze interesy (to zostało powiedziane z ironią, gdyby ktoś nie zauważył). 27 lipca sejm przyjął Ustawę o nasiennictwie, która pozwala na uprawę organizmów genetycznie modyfikowanych. Za przyjęciem ustawy opowiedziały się 233 osoby, przeciw było 186, dwie osoby wstrzymały się od głosu. Przez Senat ustawa przeszła bez poprawek. Zgłaszane przez ekologów i opozycję poprawki do ustawy zostały zignorowane. Zignorowano też petycję podpisywaną przez obywateli.

W Gazecie Prawnej przeczytałam, że wiceminister rolnictwa Andrzej Butra zwracał jednak uwagę, że do rządowego projektu zostały wprowadzone zmiany, które mogą skutkować nałożeniem wysokich kar pieniężnych na Polskę przez Komisję Europejską. Chodzi o wyrok Europejskiego Trybunału Sprawiedliwości z 2006 r., dotyczący głównie przepisów związanych z rejestracją i uprawą roślin GMO. Polska jest zobowiązana do wdrożenia przepisów zgodnych w tym zakresie z unijnym prawem.

Tylko, że zakaz uprawy GMO  wprowadziły Niemcy , Francja , Włochy , Węgry , Rumunia, Luksemburg, Szwajcaria, Austria i Grecja. Kanada najpierw zezwoliła na uprawę GMO, później się z tego wycofała. Natomiast dyrektywa KE wyraźnie mówi, że każde państwo może decydować o sobie i Polka żadnych kar płacić nie musi.

O całej sprawie dowiedziałam się dopiero dzisiaj ( z bloga, na którego trafiłam przypadkiem). Nie mam telewizji, dzienników nie oglądam codziennie, ale czytam wiadomości w internecie. Jednak o tej ustawie nie słyszałam wcześniej. Czy to nie dziwne, że się o niej w ogóle nie mówiło? Czy cała sprawa celowo została przeprowadzona cichaczem?

Ktoś może zapytać, co mam przeciwko GMO. Otóż dużo. Badania na zwierzętach wykazały, że spożywanie GMO prowadzi do poważnych problemów zdrowotnych, zwiększonej zachorowalności na raka, do obniżenia płodności, a także do negatywnych zmian w wątrobie, nerkach i mózgu. Zmiany takie były zauważalne już w trzecim i czwartym pokoleniu myszy karmionych ziarnem transgenicznym. (źródło). A skoro na zwierzętach testuje się działanie leków, można się domyślić, że szkody w organizmie ludzkim będą podobne.

Jeśli ktoś twierdzi, że jeśli nie chcę jeść GMO, mogę kupować żywność z gospodarstw ekologicznych. Tylko, że w przyrodzie już tak jest, że nasiona roślin są przenoszone przez wiatr, zwierzęta, wodę. Jeśli w pobliżu ekologicznej uprawy, ktoś uprawia GMO, ekologiczna uprawa szybko zostanie  zanieczyszczona organizmami modyfikowanymi genetycznie.

Ktoś może powiedzieć, że GMO to nie taki duży problem. Przecież rolnicy nie mają obowiązku uprawy roślin modyfikowanych. Tak. Obowiązku nie mają, ale chęć zysku bardzo łatwo może ich do tego popchnąć. GMO są odporniejsze na choroby, bardziej wydajne. Ale czy na pewno lepsze? Polskie jedzenie było uważane za dobre jakościowo. Smaczne, w miarę naturalne, wyprodukowane przy użyciu mniejszej ilości nawozów niż na zachodzie. Ale to niedługo może się zmienić. Nowa ustawa ogranicza stosowanie na komercyjnym rynku tradycyjnych nasion tylko do 10%!!!!

Jeszcze kilka dni temu, po obejrzeniu Food Inc. śmiałam się z Amerykanów, że sami robią sobie krzywdę kalecząc swój przemysł spożywczy. A dziś spotyka nas dokładnie to samo. Ostatnią nadzieją jest prezydent zasypywany listami i głosami sprzeciwu. Ciekawe tylko, czy odeprze naciski korporacji i odrzuci ustawę. Jeśli ktoś chciałby wyrazić swój sprzeciw, konak do głowy państwa znajduje się na stronie: http://www.prezydent.pl/kontakt/ok.html

Więcej o temacie:



Prześlij komentarz

Start typing and press Enter to search