13 października 2011

Trujące made in China

Była już mowa o mleku w proszku z melaminą, zabawkach z ftalanem, kosmetykach dla dzieci z chromem, talerzach malowanych farbą z ołowiem. Wczoraj dowiedziałam się o kolejnym incydencie z produktami Made in China w roli głównej. W jednej z radomskich szkół nauczyciele zauważyli, że dzieci mają problemy z koncentracją, są nienaturalnie pobudzone, nerwowe. Przyczyną takiego zachowania okazały się być tanie cukierki sprzedawane w szkolnym sklepiku. Mada in China oczywiście. Rozprowadzane przez jedną z lubelskich hurtowni słodycze zawierały szkodliwe dla zdrowia barwniki, które stosowane przez dłuższy czas działają na dzieci jak dopalacz. Barwniki te są niestety dozwolone w Polsce, jednak ich obecność nie została zaznaczona na opakowaniu, co według mojej wiedzy jest już nielegalne. Istnieje przecież obowiązek informowania konsumentów o składzie produktu.

Załóżmy jednak, że barwniki zostały wymienione w składzie. Niestety nie rozwiązuje to powyższego problemu. Żadne dziecko nie zwróciłoby na to uwagi. I wcale mnie to nie dziwi. Dla dzieci najważniejsze jest przecież to, że cukierki są tanie i słodkie. Dziwi mnie natomiast coś innego. Dlaczego te cukierki w ogóle znalazły się w szkole. Pomijam tu już kwestię hurtowni, która sprowadza takie gówno z Chin. Ale dlaczego dyrektor szkoły, rodzice nie zainteresowali się tym, co sprzedaje się dzieciom. Tyle się przecież mówi o szkodliwych substancjach zawartych w produktach pochodzących z Chin. Cały świat patrzy na nie podejrzliwie, a tym czasem są one sprzedawane w polskich szkołach. Dlaczego nikt nie zwrócił na to uwagi?

Czy wam też zdarza się kupować tego typu produkty? Ja mam na nie bardzo dużą alrgię. Kiedyś kupiłam w jednym z popularnych sieciowych sklepów balsam do ust wyprodukowany w Chinach. Po jakimś czasie okazało się, że powodował u mnie nawracające zapalenie błon śluzowych jamy ustnej. Bardzo nieprzyjemne przeżycie. Piekły mnie usta, język szczypał, bolały mnie dziąsła. Nawet nie chcę wiedzieć, co ten balsam miał w składzie. Jak tylko się zorientowałam co jest przyczyną moich problemów, wyrzuciłam chiński kosmetyk. Ale może powinnam zanieść go do jakiegoś laboratorium. Może kolejny skandal z produktem Made in China zwróciłby uwagę konsumentów na to, co wkładają do koszyków. Przecież dopóki tego typu produkty będą się sprzedawać, będą też sprowadzane. Namawiam Was zatem gorąco, zwracajcie uwagę na to co kupujecie. Wiem, że unikanie Made in China nie jest łatwe, one są wszędzie i często bardzo trudno znaleźć dla nich alternatywę. Bardzo trudno jest na przykład kupić pestki dyni, które nie pochodzą z Chin. Do tych chińskich nie mam zaufania. Jakakolwiek produkcja prowadzona w China jest praktycznie poza kontrolą. Stosuje się tam substancje (np. pestycydy) zakazane już w innych krajach. Nigdy nie wiemy, co może się znajdować w produktach pochodzących z tego kraju. Nie możemy pozwolić na taki monopol. Nie możemy pozwolić zalać się chińskimi bublami. Chrońmy siebie i nie kupujmy Made in China!!!!

Prześlij komentarz

Start typing and press Enter to search