Pachniesz jak Persil... | Zielona wśród ludzi

23 kwietnia 2012

Pachniesz jak Persil...

...takie zdanie wypowiedziała dzisiaj moja koleżanka do dziewczyny stojącej obok. Zdecydowanie nie trzymała nosa w jej swetrze, ale mimo to wyczuła silny zapach środka piorącego. Zdumiało mnie to bardzo. Jak można przez cały dzień chodzić w tak bardzo pachnącym ubraniu i nie czuć dyskomfortu? Przyzwyczajenie? A może uzależnienie? Odkąd do prania zaczęłam używać orzechów, silny zapach proszków i płynów do prania bardzo mi przeszkadza. Ostatnio wygrzebałam z dna szafy długo nieużywaną pościel, byłam naprawdę zaskoczona, że po tak długim czasie zapach chemicznego środka był wyraźnie wyczuwalny. Jak mocno zatem pachniało to pranie po wyjęciu z pralki? Dlaczego nie przeszkadzało mi to wcześniej? 

Już od dłuższego czasu zastanawiam się, czy ludzie nie są czasem uzależnieni od chemii. Detergenty, kosmetyki, odświeżacze powietrza. Ludzie używają takich preparatów nawet kilkanaście razy dziennie. Nagminne są też przypadki nadużywania tych środków. Jeśli na opakowaniu proszku do prania napisane jest: wsypać jedną miarkę, większość ludzi rozumie jako: wsypać trzy miarki. I tak się robi ze wszystkim. Chlor do toalety leje się strumieniami, podłoga aż lepi się od nadmiaru płynu do mycia. Co ciekawe, ludzie zazwyczaj myją toalety w gumowych rękawiczkach, bo przecież chlor jest silnym detergentem drażniącym skórę, ale za przeproszeniem tyłek już sadzają bez oporów na takim zachlorowanym kibelku. W wielu poradnikach dla rodziców i poradnikach dla opiekunów zwierząt spotkałam się z poradą, by myć podłogi naturalnymi środkami, ponieważ silne środki chemiczne mogą zaszkodzić raczkującym lub bawiącym się na podłodze dzieciom oraz na przykład kotom, które myją się wylizując sobie sierść. Ale co robi większość ludzi? Dolewa do wiadra dwa razy więcej płynu, no bo przecież dziecko raczkuje, a zwierzak nabrudził, to wszystko musi być sterylnie czyste.

Na rynku pojawiają się coraz to nowe preparaty do czyszczenia, jeden do podłóg, drugi do okien, kuchenek, piekarników, blatów, umywalek, pryszniców lub mebli.  Do wyboru, do koloru. I wmawia się nam, że wszystkie te produkty są nam potrzebne. A ja uważam, że mieszkanie można bez problemu posprzątać przy użyciu jednego, maksymalnie dwóch środków lub za pomocą domowych sposobów (soda, cytryna, sól itp). Podobna sytuacja jest z kosmetykami. Producenci prześcigają się w tworzeniu coraz to nowych specyfików. Krem na dzień, krem na noc, pod oczy, do rak, do stóp, na pięty, szampony takie i śmakie, maski, sera, balsamy brązujące, ujędrniające, na cellulit, po depilacji, po opalaniu, masła i co tylko dusza zapragnie (tak na marginesie, wyobrażacie sobie jak wygląda kosmetyczka osoby wyjeżdżającej na wakacje z taką ilością kosmetyków? :D). A ja się pytam po co? Po co nam to wszystko? Preparat antycellulitowe praktycznie nie działają i dopóki media nie wylansowały bezcellulitowych nóg, nikt się nie przejmował tym, że ma go 80% kobiet (i modelkami z cellulitem też nikt się nie przejmował). 

Czy ludziom czasem nie wmówiono, że bez tego wszystkiego nie da się żyć? Czy to nie jest czasem tylko chwyt marketingowy? I czy te wszystkie kosmetyki czasem nie szkodzą bardziej niż pomagają? Czy stosowanie ich w nadmiarze nie powoduje czasem, że na naszej skórze pojawiają się kolejne problemy, które próbujemy rozwiązać kolejnymi kosmetykami? Wiele razy spotkałam się ze zdziwieniem, kiedy mówiłam, że nie używam proszku do prania. Ale jako to, tak bez proszku? Bez płynu? Jak tak można? No można kurde, wszystko można. Tylko trzeba trochę szerzej otworzyć oczy. Ja nie mówię tu, żeby zaprzestać w ogóle sprzątania czy dezynfekcji niektórych domowych pomieszczeń, ale nie popadajmy też w paranoję. Nie mieszkamy przecież w sterylnym laboratorium i nie musimy też nakładać na siebie codziennie całej tablicy Mendelejewa (co prawda różne środki i kosmetyki naturale też można przedawkować, a wśród ekozakręconych też zdarzają się zakupo- i kometoholicy, ale powiedzmy, że robią sobie trochę mniejszą krzywdę). Do podobnych wniosków doszła też bohaterka filmu "Jak bardzo można być brudnym" (do zobaczenia TU), który już kiedyś polecałam Wam na facebooku. Po sześciu tygodniach nieużywania żadnych środków do higieny, stwierdziła, że do szczęścia wystarczy jej tylko mydło. Przy okazji dowiedziała się, co znajdowało się w kosmetykach, których dotychczas używała. I raczej nie była zachwycona :D

A jakie jest Wasze zdanie na ten temat, znacie kogoś uzależnionego od takich produktów? Macie jakieś sposoby, żeby nie dać się zwariować i nie zasypywać swojego domu kolejnymi pudełeczkami i buteleczkami z cudownym preparatem?
  1. "Po sześciu tygodniach nieużywania żadnych środków do higieny, stwierdziła, że do szczęścia wystarczy jej tylko mydło." - 90% facetów wie o tym od urodzenia :)

    No a wpis, to niestety wołanie na puszczy. Ciężko jest walczyć z wszechobecnymi reklamami. I myślę, że chyba skuteczniejsze byłoby mówienie, że ograniczenie chemii to oszczędność, bo do wielu ludzi przemawia to zdecydowanie silniej niż "ekologia". Choć tak jak tutaj piszesz, odwoływanie się do zdrowia też powinno działać.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mężczyźni nie są tak bombardowani reklamami kosmetyków jak kobiety. Nie są kuszeni i sztucznie nie wywołuje się u nich potrzeby posiadania kosmetyków. Przynajmniej nie byli do tej pory, bo to się powoli zmienia. Od facetów też się tyle nie wymaga jeśli chodzi o wygląd. Kobieta musi być zawsze perfekcyjna, bez zmarszczek i siwych włosów. A facet wystarczy, że nie śmierdzi, jest schludnie ubrany i już jest akceptowany:)

      Usuń
    2. No i oczywiście zdaję sobie sprawę, że z reklamami nie wygram. Mimo to chciałam przedstawić swój punkt widzenia:)

      Usuń
  2. Świetny artykuł. Popieram. To samo z jedzeniem - im mniej składników mieszamy razem - tym lepiej dla zdrowia. Jak widać umiar to wielka cnota!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No właśnie, umiar. Kto z nas, konsumentów to jeszcze umie :)

      Usuń
  3. Słuszne uwagi, po odstawieniu proszków do prania, płynów itd. i przejściu na orzechy też zastanawiam się jak wcześniej mogłam nosić ubrania po wypraniu w tych silnych detergentach. A wydaje mi się, że coraz więcej osób zaczyna dostrzegać szkodliwość tego, od czego uginają się półki w drogeriach.

    OdpowiedzUsuń
  4. Bardzo dobry wpis! Sama myślę podobnie. I w zupełności przyznaję Ci rację, że cały dom można ze spokojem posprzątać za pomocą sody i cytryny! Wszystko lśni i nie ma tego okropnego zapachu detergentów...

    OdpowiedzUsuń

Start typing and press Enter to search