18 marca 2013

Lniane bubble tea, czyli jak przekonać nieprzekonanych

Bubble tea próbowałam pierwszy raz w poznańskiej Bubble Planet. Próbowałam dwóch wersji, herbacianej i mlecznej. Smak tych napojów bardzo szybko stawał się męczący, więc co kilka łyków robiliśmy z niemężem wymianę. Zmęczyliśmy w końcu dwa kubki i przez długi czas nie czułam potrzeby wracania do tego smaku. Drugie podejście do bubble tea zaliczyłam dzięki vimari z bloga Vegan pop i jej RAW VEGAN Asian Chia Bubble Tea. Ten przepis był dla mnie o tyle ciekawy, że nie zawierał tapioki, której to nigdy jeszcze nie udało mi się dobrze ugotować. Chia Bubble Tea zrobiłam, była smaczna, jak dla mnie mało wyraźna. Po drugiej próbie stwierdzam, że jednak wersja owocowa bardziej do mnie przemawia. Raw owocowa tym bardziej.  

Podczas degustacji Chia Bubble tea nimąż spytał mnie, czy coś takiego mógłby polecić koledze, który ma wrzody, ale siemienia lnianego w żadnej znanej mu postaci nie chce spożywać, woli łykać tabletki. To pytanie dało mi do myślenia, postanowiłam dać jeszcze jedną szansę temu napojowi. Żeby jeszcze bardziej uprościć sprawę, postanowiłam sprawdzić czy zamiast nasion szałwii hiszpańskiej można użyć siemienia lnianego. Można! Już po krótkim kontakcie z wodą zarówno szałwia jak i siemię tworzy wokół ziarenek żelową otoczkę, powstają kuleczki znacznie bardziej przyjazne w smaku niż tradycyjny żel lniany. Jest to więc doskonały napój dla osób, które nie odważyły się jeszcze wprowadzić siemienia lnianego do diety (dlaczego to tak ważne pisałam Wam już TU). Generalnie nie poleca się łączenia siemienia lnianego z owocami (trawienie tłuszczu z ziaren i owoców może być dla niektórych kłopotliwe), ale według mnie lepiej jeść siemię tak, niż wcale.

Do bubble tea najlepiej wybierać bardzo dojrzałe, soczyste owoce. Zimą można próbować z mango czy ananasem  latem z brzoskwiniami (już nie mogę się doczekać) lub truskawkami. Ja dziś testowałam wersję z gruszką. Idealnie w tym napoju sprawdzi się również woda kokosowa♥



Składniki:
2 filiżanki dobrej zielonej herbaty 
(u mnie Bi Lou Chuen z dodatkiem suszonych kwiatów jaśminu)
dojrzała gruszka (lub dojrzałe mango, ananas, truskawki, brzoskwinie itp.)
łyżeczka miodu/syropu/melasy/suszone daktyle
łyżka siemienia lnianego

opcjonalnie:
łyżeczka chia seeds (nasion szałwii hiszpańskiej)
listki świeżej melisy lub mięty




W filiżance zaparzamy herbatę. Siemię lniane pulsacyjnie mielimy w młynku do kawy tak, żeby je nieco rozdrobnić, ale nie zmielić całkowicie. Owoce blendujemy z dodatkiem wody i wybranego słodzidła. Kiedy herbata już się zaparzy, mieszamy ją z owocami i zmielonym siemieniem (i chia seeds jeśli mamy). Jeśli mamy ochotę na zimny napój, dodajemy drugą filiżankę herbaty i po wystudzeniu wstawiamy do lodówki na minimum 30 minut. Jeśli mamy ochotę na ciepły napój, zostawiamy mieszankę na 30 minut w temperaturze pokojowej, a drugą filiżankę herbaty dodajemy tuż przed podaniem. Pijemy koniecznie przez słomkę.



  1. Muszę wypróbować bo zielona cherbata mi się opiła (jakaby nie była, z pigwą, gruszką, czy kwitnąca ;)), a i może będę bardziej sumienna i systematyczna przy spożywaniu siemienia ;D

    OdpowiedzUsuń
  2. Bardzo ciekawe, duzo sie dowiedzialam z Twojego posta, nigdy nie slyszalam wczesniej o tym napoju:-)

    OdpowiedzUsuń

Start typing and press Enter to search