Tydzień inny niż wszystkie- dzień szósty. Woda. | Zielona wśród ludzi

15 kwietnia 2013

Tydzień inny niż wszystkie- dzień szósty. Woda.

Chociaż Tydzień inny niż wszystkie już się skończył, ale nazbierało mi się trochę zaległości w relacjach.  Piękna pogoda wygnała mnie z domu w weekend. Dziś nadrabiam, opowiem Wam o piątku. Dniu, który upłynął pod znakiem oszczędzania wody.

Na początek obliczyłam swój ślad wodny (kalkulator). Jako wegetarianka bez ogrodu i basenu nie wypadam najgorzej na tle światowej średniej. Ale nie tylko w ten sposób oszczędzam wodę. Od jakiegoś czasu nie kupuję wody butelkowanej (ani innych napojów). Czy wiecie, że na produkcję litrowej butelki wody mineralnej zużywa się aż 3 litry wody! Bez sensu całkiem. Myję zęby i zmywam przy zakręconej wodzie, ale to nic nowego. Nie mam wanny (nad czym ubolewam czasem), pod prysznicem też nie stoję godzinę. Przed kąpielą zamykam wszystkie okna, bo im cieplej w domu, tym chłodniejszą wodę można puścić. Gorącej wody zresztą unikam, nie lubi się z moją skórą. Pranie wstawiam tylko wtedy, kiedy naprawdę mam z czego, ale o tym już wspominałam. Czystą wodę jaka zostaje mi np. po kąpieli wodnej lub moczeniu strączków rozlewam do kwiatów lub kocich misek. Nie wyrzucam do toalety wacików, a jeśli już, to nigdy nie spuszczam po nich wody. W ciągu dnia kilka razy używam tego samego kubka do herbaty (to chyba bardziej z lenistwa).

Czy wiecie, że wodę po gotowaniu kaszy czy makarony można użyć jako kosmetyk? Przeczytanie o tym na blogu BlondHairCare.

Wodę staram się oszczędzać nie tylko poprzez ograniczanie ilość zużytej wody. Mam świadomość, że woda krąży po Ziemi w obiegu zamkniętym. Dbam więc również o jakoś wody jaka opuszcza moje gospodarstwo domowe. Wiem, że cywilizowany świat korzysta z czegoś takiego jak oczyszczalnie ścieków, ale nie widzę potrzeby, by moimi codziennymi wyborami dokładać im pracy (tym bardziej, że niektóre substancje bardzo trudno usunąć z wody). Ograniczam użycie środków chemicznych. Jeśli już, to wybieram bezpieczniejsze detergenty bez fosforanów (więcej o tym TU). Używam kosmetyków naturalnych. Nie wyrzucam do toalety wacików nasączonych zmywaczem do paznokci (zdarza mi się użyć go ze dwa razy w roku). Przeterminowane leki oddaję do apteki. Jeśli tylko mogę, wybieram ekologiczną żywność, popieram w ten sposób ograniczanie nawozów sztucznych w rolnictwie.


To wszystko robiłam na długo przed rozpoczęciem eksperymentu. A co nowego? W weekend wybraliśmy  się z niemężem na pyszne wegańskie burgery do poznańskiego Piece od cake. Zainspirowana przewodnikiem poprosiłam o wodę z kranu do picia (z cytrynką :D). Dziewczyna za barem na chwilę zdębiała, potem odradzała  ale polała w końcu kranówkę do szklanek (niestety zapomniałam dodać, że słomek też nie potrzebujemy). Spożytej przez nas wody nie doliczyła do rachunku, dopiero w domu pomyślałam  że zaoszczędzoną kwotę trzeba było oddać w napiwku. Doświadczenie zdecydowanie do powtórzenia :D


  1. fajny ten tydzień, po przeczytaniu całości stwierdzam że nie jest u mnie tak najgorzej...
    dzięki za super rady, mój maż śmieje się że się uzależniłam od twojego bloga...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dobrze, że to niegroźny nałóg :)
      Zachęcam do wzięcia udziału w eksperymencie w turze otwartej (już w maju).

      Usuń
  2. Z oszczędzaniem wody mam podobnie, co mnie bardzo cieszy :D
    W ogóle stopniowo wprowadzam coraz więcej zasad ekologicznego życia - kosmetyki, naturalne środki do czyszczenia itd.
    Chętnie zaglądam na Twojego bloga po porady. To stąd dowiedziałam się o bobble bottle, z której jestem bardzo zadowolona! Dzięki!

    OdpowiedzUsuń

Start typing and press Enter to search