Dobre, bo polskie. Lepsze, bo niemieckie, czyli świadomy konsument-detektyw na zakupach. | Zielona wśród ludzi

26 sierpnia 2013

Dobre, bo polskie. Lepsze, bo niemieckie, czyli świadomy konsument-detektyw na zakupach.

Bycie świadomym konsumentem to bardzo trudna sztuka. Żeby wiedzieć, co tak naprawdę wkładamy do koszyka, musimy posiadać sporą wiedzę, mieć oczy i uszy dookoła głowy. Producenci i sprzedawcy też nam nie ułatwiają. Zrobią wszystko, żebyśmy uwierzyli, że ich produkt jest najlepszy. Czy wiecie, do czego się posuwają?

PRODUKTY Z DEKLAROWANYM MIEJSCEM POCHODZENIA
Ostatnio w modzie są produkty lokalne. Nagle restauratorzy, kupcy i konsumenci zaczęli doceniać to, co mają pod nosem (a producenci zwęszyli interes). Miejsce produkcji towaru przesądza o zakupie (obecnie znacznie wpływa też na cenę produktów). Nie ma w tym nic złego, kupowanie lokalnych produktów wpływa korzystnie na środowisko. Etnocentryzm konsumencki też nie jest złym zjawiskiem, zatrzymuje w regionie pieniądze, wspiera producentów, daje miejsca pracy. Zakładanie, że dany produkt jest wysokiej jakości tylko na podstawie miejsca jego pochodzenia jest zgubne. Przyjęło się mówić, że kosmetyki francuskie są dobrej jakości. Tymczasem na rynku możemy znaleźć syfne kosmetyki made in France. Dobre, bo Polskie? Generalnie tak, ale nie w przypadku śmietany niegdyś cenionej firmy Piątnica, która w składzie oprócz śmietany ma jeszcze skrobię modyfikowaną z kukurydzy, pektynę, mączkę chlebka świętojańskiego i gumę guar. Co to za śmietana, która potrzebuję aż czterech zagęstników?  

MOŻE JEDNAK ZNAJDZIEMY COŚ DOBREGO Z POLSKI?
Polska po zmianie ustroju i wprowadzeniu gospodarki kapitalistycznej znalazła się w dość specyficznej sytuacji. Z jednej strony sklepy zalała fala niedostępnych dotąd produktów, skończyły się bezsensowne kolejki i wiele, wiele innych problemów. Z drugiej strony najazd na Polskę koncernów, sieci marketów i głodnych zysku korporacji spowodował śmierć wielu dobrych polskich marek. Zachłyśnięci różnorodnością i wyborem kupowaliśmy chińskie skarpetki zamiast tych szytych w Łodzi, niemieckie proszki zamiast tych rodzimych, kupowaliśmy oryginalną aspirynę nie przyjmują do wiadomości faktu, że jest dokładnie tym samym co tańsza, polska polopiryna. Do czego to doprowadziło? Do tego, że przemysł włókienniczy w Polsce już praktycznie nie istnieje, polski proszek do prania ostał się chyba tylko jeden. Polopiryna chyba sobie jakoś radzi, chociaż pewna nie jestem, bo w aptece nie byłam już kilka miesięcy. 

Powiecie zaraz, że bezlitosne zasady wolnego rynku, konkurencja, popyt i podaż wyeliminowały ze sklepów słabych zawodników. Ale czy to były jedyne czynniki? Kiedy się dobrze przyjrzymy, zauważymy, że pewne produkty mają na rynku łatwiej niż inne. Właścicielami największych sieci marketów w Polsce są firmy niemieckie, francuskie, brytyjskie czy portugalskie. Do Polskich inwestorów należą te mniejsze: Alma, Polska Chata, Piotr i Paweł oraz Stokrotka. Jeśli wybierzemy się do sklepu zagranicznej sieci, zauważymy, że pierwszeństwo na półkach mają produkty marek rodzimych dla inwestora lub należących do wielkich koncernów. Jeśli sklep występuje w wersji express (czyli mniejszej) nie znajdziemy w nim w zasadzie nic więcej oprócz produktów największych koncernów spożywczych i spożywczo-kosmetycznych. Np. takich:






Dlaczego należy ich unikać, pisałam już wiele razy. W skrócie przypomnę, że kupując produkty tych firm, wspieramy testy na zwierzętach, uprawy GMO, epidemię otyłości wywołaną wszechobecnym syropem kukurydzianym (glukozowo-fruktozowym) i kilka innych kwiatków.

Załóżmy jednak, że wybraliśmy się już do dużego marketu, spróbujmy kupić teraz polski, nie najgorszy proszek do prania Biały Jeleń. W Carrefourze nie ma? W Tesco nie ma? Nic dziwnego, przecież to produkt polskiego producenta, nie ma dla niego miejsca na półce. Ja swoje opakowanie znalazłam dopiero w Polskiej Chacie. Skoro proszek do prania mamy, wybierzmy się teraz do Lidla po cukier (z czegoś te peelingi robić trzeba :D). W sklepach tej niemieckiej sieci mamy do wyboru dwa rodzaje cukru w dwóch różnych cenach (jeden jest minimalnie droższy). Czym różnią się te produkty? Cukier Polski pochodzi z cukrowni należącej do Krajowej Spółki Cukrowej, jest minimalnie droższy. Drugi cukier (nie pamiętam nazwy) jest tańszy, pochodzi z cukrowni zlokalizowanej w Niemczech, Czechach lub w Polsce, która należy do niemieckich właścicieli. Unia Europejska wymusiła na Polsce limitowanie produkcji cukru, wiele zakładów zakończyło działalność, ponieważ limit jest za mały, żeby utrzymać przedakcesyjną liczę zakładów. 75% przydzielonych Polsce limitów jest w rękach niemieckich spółek, 25% w polskich. Jak myślicie, dlaczego Polski Cukier w Lidlu jest droższy? Czy dlatego, że wyższe są koszty jego produkcji? Nie. Dlatego, że jego cena jest zawyżana po to, żeby sprzedać więcej tego niemieckiego.

JEDEN PRODUKT, TRZY CENY
Przyjrzyjmy się teraz półce z przyprawami. Na wysokości wzroku znajdziemy przyprawy Kamis, ewentualnie Prymat, jeśli mamy szczęście, na niższej półce znajdziemy tańszą markę Galeo. Czy wiecie,  że wszystkie te marki należą do jednego właściciela? Czy jest więc sens płacić za majeranek ponad 2 złote, jeśli za 90 groszy kupimy ten sam produkt tylko w innym opakowaniu?

Podobna sytuacja ma miejsce w przypadku kosmetyków firmy Schwarzkopf, która to wypuściła na rynek trzy linie kosmetyków w różnych cenach, ale za to z takim samym składem. Różnica w cenie wynika chyba tylko z napisu professional pod logo marki.


Pozostając w temacie kosmetyków, przyjrzyjmy się jeszcze polskiej marce Tołpa, której wydaje się, że jest bardzo naturalna i ekologiczna. Do towarzystwa śladowym ilościom ekstraktu z torfu ładuje w swoje produktu m.in parabeny. Za swoje kosmetyki liczy sobie od kilkunastu do kilkudziesięciu złotych. Sytuacja znacznie się zmienia, kiedy w zakładach Tołpy rozpoczyna się produkcja kosmetyków dla sieci sklepów Biedronka. Wystarczy te śladowe ilości torfu zamienić na śladowe ilości ekstraktu z np. z rumianku i już można sprzedawać produkty po normalnej cenie, czyli 4 złote za buteleczkę płynu do demakijażu.



EWA WACHOWICZ ŚMIECI POLECA
Skoro świadome kupowanie jest takie trudne, może ułatwić sobie zadanie i zaufać poleceniom innych? Może znanej z telewizji Ewie Wachowicz, która takim znaczkiem poleca przeróżne produkty:


Nawet nie muszę wiedzieć, co to za produkt, wystarczy, że widzę napis o smaku czereśni. Jeśli coś jest o smaku, a nie czereśniowe, to nawet nie ma po co wyciągać ręki, bo w skłądzie znajdziemy tylko barwniki i aromaty. W tej oto oranżadzie Volcano znajdziemy akurat te (m.in E122), które oskarżane są o dziecięce ADHD. Ewa Wachowicz poleca też ciasta w polewie o smaku czekoladowym z galaretką o smaku malinowym. Beż czekolady i bez malin rzecz jasna. Poleceniom pani Ewy już podziękujemy.

ILE KOSZTUJE MĄKA?
Osoby gotujące, piekące lub cokolwiek spostrzegawcze wiedzą ile kosztuje mąką. Z białą pszenną nie ma większych problemów, za około 2 zł możemy znaleźć ją w prawie każdym sklepie. Problem zaczyna się, kiedy szukamy mniej popularnych mąk: żytniej, orkiszowej, pełnoziarnistej czy graham.W różnych sklepach  które odwiedzałam cena razowej orkiszowej  wahała się od 6 do 14 zł za kilogram. Szaleństwo. Myślicie, że orkisz jest taki trudny w uprawie? Nie. Jego cena wynika z rosnącej popularności i coraz większej zdrowotnej sławy. Ale czy za tą sławę naprawdę trzeba tak słono płacić? Niekoniecznie. Jeśli zamiast do marketu wybierzemy się na Zielony Targ w Poznaniu, okaże się, że ekologiczną mąkę orkiszową można kupić za 3 zł za kilogram.


Jeśli już przy mące stoimy, powiem Wam jeszcze, że w Polce bardzo trudno kupić prawdziwą polską mąkę. Mam tu na myśli mąkę wyprodukowaną w Polsce z polskiego ziarna i przez polskiego producenta. Czy wiecie, że kupując mąkę w Biedronce wspieracie międzynarodowy koncern GoodMills? Czy wiecie, że niemieckie spółki są właścicielami całkiem sporej ilości zlokalizowanych w naszym kraju młynów? Czy wiecie, że mielą tam mąkę z ziarna przywiezionego nie wiadomo skąd? Najgorsze jest to, że po zakupie kolejnego przedsiębiorstwa niemieckie koncerny nie zmieniają nazwy firmy i w ten sposób niezorientowany konsument widząc na opakowaniu mąki nazwę producenta "Gdańskie Młyny", "Dolnośląskie Młyny" lub "PZZ Kraków", nieświadomie kupuje nie polską mąkę. Jeśli Wy, tak jak i ja, chcecie piec z rodzimej mąki szukajcie w sklepach tej pochodzącej z "Polskich Młynów" lub pochodzącej od mniejszych lokalnych producentów (np. od Państwa Babalskich lub od Pana Rafała), którym przyda się wsparcie. Mąka wciąż jest podstawowym produktem spożywczym w wielu domach, chyba nie chcemy, żeby monopol na mąkę miały zagraniczne koncerny, prawda?

KREW NA UBRANIACH
Do patriotyzmu ekonomicznego nakłania w swoim artykule Krzysztof Rybiński (Artykuł do przeczytania TU). Generalnie ma rację, ale temat potraktował bardzo pobieżnie. Szkoda, że nie wspomniał o tym, że polska firma LPP (Reserved, Cropp, House, Mohito) szyje swoje ubrania w Azji i w zasadzie umywa ręce od odpowiedzialności za pracowników tamtejszych fabryk. Skoro LPP nie wspiera azjatyckich robotników, czy zatem my powinniśmy spierać LPP? Może warto rozejrzeć się za firmą, które szyje swoje ciuchy w Polsce, a cenami nie odbiega od standardów LPP? Co powiecie na łódzkie Pan tu nie stał, które szyje super ciuchy w dobrych cenach i na dodatek na terenie naszego kraju? Albo ciuchy Dream Nation tworzone z pasją z organicznej bawełny? Jest też weareso organic i zapewne wiele, wiele innych wartach uwagi firm (jeśli znacie coś podobnego, dajcie znać). Są też niezastąpione szmateksy. Wszystko lepsze od poplamionych azjatycką krwią jednorazowych szmatek.

Wbrew słowom Krzysztofa Rybińskiego do picia Tymabrków też Was nie zachęcam. Zachęcam Was za to do świadomego kupowania i zabawy w detektywa. Niestety bez tego nie będziecie wiedzieli za co płacicie, nie będziecie wiedzieli do kogo trafiają Wasze pieniądze.



Do poczytania polecam jeszcze:
http://www.pb.pl/1252200,108182,niemcy-bija-w-polskie-mlyny
http://www.gdanskiemlyny.pl/historia,c9
http://lodz.naszemiasto.pl/archiwum/743238,mlyny-znalazly-nabywce,id,t.html
http://www.naszdziennik.pl/wp/50164,lupieni-w-skupie.html
http://biznes.trojmiasto.pl/Metki-gdanskiej-spolki-LPP-na-gruzach-fabryki-w-Bangladeszu-n69289.html
http://www.rp.pl/artykul/706249,1039590-Patriotyzm-ekonomiczny-w-umyslach-ludzi.html



  1. Wspaniały artykuł. Jesteś ekologiczną dobrą wróżką! Zmieniasz ludzi pisząc tego bloga.

    OdpowiedzUsuń
  2. Bycie świadomym konsumentem nie jest łatwe.. Wiem coś o tym. Ostatnio próbowałam kupić wegański szampon z przyjaznym składem (bez sls i pochodnych), a do tego w nie odstraszającej cenie. Szukałam takiego kilka dni, aż w końcu kupiłam z pochodną sls. Gdybym chciała jeszcze ekologiczne opakowanie to trzeba byłoby zrezygnować z szamponu. Eh. Już nie mówię o standardowych produktach w markecie. 90% produktów (o ile nie więcej) należy do wielkich korporacji, a jeszcze jak chcemy mieć coś bez syfiastego składu i w moim przypadku wegańskiego to wydaje się to bardzo niemożliwe.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oj znam to doskonale. Często zdarza mi się krążyć po sklepie 15 minut i nic nie wybrać:/

      A jeśli chodzi o szampon, to u mnie najlepiej sprawdza się domowy (z półprduktów). Ostatnio dla taty zrobiłam taką uproszczoną wersję: http://arsenicmakeup.blogspot.com/2013/01/diy-szampon-z-mleka-kokosowego.html

      Usuń
    2. Alterra w Rossmannie :) wegańska, bez sls i parabenów, tania i dostępna. Jedyny minus, że z Rossmanna, ale mnie to nie robi ;)

      Usuń
    3. Alterra ma wysoko w składzie alkohol, więc też nie jest wybitnie dobrze.

      Usuń
  3. Zielona, świetny artykuł! Co do wątku ubraniowego, to polecam artykuł w Wysokich Obcasach; porusza wiele aspektów ekologicznego postrzegania mody: http://www.wysokieobcasy.pl/wysokie-obcasy/1,53660,14337540,Mniej_luksusu__wiecej_eko.html
    Co do firm szyjących w Polsce to polecam by Insomnia; mam ich jedną sukienkę i jest świetna; można ją nosić na 3 różne sposoby, np. tył na przód. Materiały są polskie, szycie też (w Poznaniu zresztą). No i warto pamiętać o "naszej" Rosie http://rosa-robi-to.blogspot.com/, która szyje świetne pantalony - właśnie w nich siedzę :-) Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jakże mogłam zapomnieć o Rosie?! Sama kupiłam u niej spodnie:)

      Usuń
  4. Jesteś mega inspiracją - nie jestem do końca po zielonej stronie mocy ale chętnie spróbuje bardziej wspierać rodzime przedsiębiorstwa!

    OdpowiedzUsuń
  5. Dziękuję za artykuł. Lubię bawić się w detektywa, powiększać zasoby swojej świadomości. Będę rozglądać się dokładniej za godnymi uwagi polskimi produktami.

    OdpowiedzUsuń
  6. Widzę, że wspomniałaś coś o poznańskim "zielonym targu":)
    Proszę Cię, czy możesz coś więcej powiedzieć o tym?
    Gdzie to jest? I kiedy się odbywa?
    Podejrzewam, że nie masz na myśli po prostu małych lokalnych ryneczków, gdzie niestety w budkach i tak i tak sprzedaje się normalne, sklepowe mąki, tylko to coś lepszego:)
    Mieszkam w Poznaniu i nie ukrywam, że chętnie bym się przeszła w miejsce, gdzie mogę taniej dostać prawdziwą dobrą mąkę, prawdziwe miody, prawdziwe warzywa i owoce a nie brane z giełdy i sprzedawane jako "swoje" ;)
    Serdecznie pozdrawiam i dziękuję za ciekawy artykuł :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zielony Targ (Zielony Bazar) odbywa się co sobotę na Placu Bernardyńskim od 9-13. Radzę wybrać się w miarę wcześnie, bo produkty szybko znikają:)
      https://www.facebook.com/PoznanskiZielonyTarg

      Usuń
    2. O kurka ;D To dobrze, że mam tm dobry dojazd tramwajem/rowerem :D Super! Dziękuję Ci za podzielenie się tą dobrą informacją!:))

      Usuń
  7. Nauka tego wszystkiego sporo czasu i wysiłku kosztuje. Trzeba być na bieżąco żeby nie dawać się robić wokół palca no i mieć wszystko w głowie podczas zakupów. Aktualnie jesteśmy otoczeni wszystkim co jest zakłamane. Ja nie raz nacinam się w sklepie na takie sztuczki producentów. Już co nie co wiem apropo kosmetyków czy ubrań ale z żywnością u mnie gorzej dlatego murze się podszkolić nie co w tej dziedzinie:)

    OdpowiedzUsuń

Start typing and press Enter to search