1 listopada 2013

Buty, torebki, weganizm i ekologia. Jak to wszystko połączyć?

źródło: tesler-mendelovitch.com

Wczoraj znalazłam w sieci zdjęcie pięknej (chciałoby się powiedzieć designerskiej) damskiej torebki wykonanej z drewna. Oh! Ah! Piękna! Muszętakąmiećcudownawkońcupięknatorebkaniezeskóry! Wchodzę na stronę i po chwili przychodzi smuteczek. Torebka pod warstwą drewna ma jeszcze warstwę skóry. Eeee...dzieła sztuki w domu nie potrzebuję. Bo tym właśnie z mojego punktu widzenia jest ta torebka. Dziełem sztuki, bo przedmiotem użytkowym nazwać jej nie mogę. Dlaczego? Pomijając już samą niepraktyczność kopertówki (ja preferuję torebki bezdotykowe :D), piękność ta nie rozwiązuje żadnego z moich problemów, jej zadaniem jest tylko ładnie wyglądać. Pokrycie od dawna używanej w produkcji torebek skóry cienką warstwą drewna jest bezsensowne z punktu widzenia użyteczności tego przedmiotu. Jest tylko sztuką dla sztuki i nie ma nic w wspólnego z designem (projektowaniem), którego zadaniem jest rozwiązywanie problemów użytkownika, a nie wytwarzanie przedmiotów ładnych i bezużytecznych. A już myślałam, że ktoś rozwiązał odwieczny problem wegan pt. "Czym zastąpić skórzane buty i torebki"?

Kilka miesięcy temu czytelniczka Paulina poprosiła mnie o radę, szukała idealnych butów dla weganki- ekolożki. Paulina nawet nie wie do jak bardzo nieodpowiedniej osoby się z tym pytaniem zwróciła:) Natura pozbawiła mnie niektórych typowo kobiecych cech. Nie znam się np. na kolorach. Jestem grafikiem, wiem, że #a2f229 to mój blogowy zielony, wiem jak w CMYKu uzyskać pomarańczowy, ale za cholerę nie wiem jak wygląda karminowy czy szkarłatny. Wczoraj kupując hennę do włosów grzecznie przytakiwałam doradzającej mi pani, która opisywała poszczególne farby jako burgundowe czy mahoniowe i zastanawiałam się dlaczego nie powie mi po prostu która z nich jest bardziej pomarańczowa, a która czerwona. Nie znam się na modzie, nie zauważam w co ubrane są osoby mijające mnie na ulicy. Pewnie dlatego, że zamiast na ludzi ja patrzę się na porozwieszane na słupach plakaty i sklepowe szyldy szukając jakiejś graficznej inspiracji:) I o ile zdarza mi się zauważyć czasem jakiś fajny nadruk na koszulce, tak butów nie zauważam w ogóle. Nienawidzę kupować butów, szukanie odpowiedniej pary zlecam najczęściej mamie lub niemężowi, a najlepiej jak robią to razem. Moja rola na zakupach ogranicza się tylko do przymierzania. Jeśli uda się już wybrać dla mnie jakąś parę butów (co nie jest łatwe bo wybredna jestem okrutnie), noszę ją codziennie, prawie do wszystkiego. Następną parę wyciągam dopiero po zmianie pory roku. Rozumiecie więc, że pytanie Pauliny nie trafiło na odpowiedni grunt:) Nie chcąc jednak pozostawić  jej listu bez odpowiedzi, opisałam krótko swój stosunek do skórzanych i nieskórzanych butów. Przytoczę Wam teraz fragment tego listu, mam nadzieję, że Paulina nie będzie miała nic przeciwko:)
...Podobnie jak Ty w pewnym momencie zaczęłam unikać skórzanych butów. O ile latem nie miałam problemów, bo chodzę głównie w szmacianych balerinkach i trampkach, schody zaczęły się zimą (a zimowych butów nie lubię kupować najbardziej ). Znalazłam w końcu jakieś kozaki z tzw. ekoskóry. Nie były drogie, ale przemakały. Bardzo szybko zdarłam czubki, po kilku przemoczeniach rozkleiły się całkiem i po dwóch miesiącach musiałam je wyrzucić. Niezbyt dobry był to interes, biorąc pod uwagę, że zima jest u nas długa i musiałam kupić kolejne buty, żeby ją jakoś przetrwać. Następne buty z tego samego tworzywa przetrwały podobną ilość czasu, po sezonie wyrzuciłam je i pożegnałam się na zawsze z tym niby ekologicznym materiałem. Nie tylko dlatego, że jest cholernie nietrwały, również dlatego, że nie jest ekologiczny. Sztuczna skóra produkowana jest z pochodnych ropy naftowej, rozkłada się całe wieki, nic ekologicznego w niej nie ma. Zatem wyrzucanie kilku par butów rocznie wykonanych z tej niby skóry jest moim zdaniem bardzo niedobre dla środowiska.
Teraz do tematu butów skórzanych podchodzę trochę inaczej. Owszem są wykonane ze skóry zwierząt, ale w Polsce są to skóry pochodzące z przemysłu mięsnego. Nie słyszałam nigdy, żeby w naszym kraju  hodowano zwierzęta na skórę na buty. Niestety ludzie jedzą mięso, szybko tego nie zatrzymamy, a wykorzystywanie odpadów pochodzących z produkcji tego mięsa jest jak najbardziej ekologiczne. Buty skórzane mają na innymi taką przewagę, że odpowiednio zadbane są bardzo, ale to bardzo trwałe. W jednych butach można chodzić kilkanaście lat. Ja mam jedną parę szpilek kupionych jeszcze w gimnazjum, po których w ogóle nie widać zużycia, chodzę w nich do dziś (będzie już ponad 10 lat). Buty zimowe też mam od kilku lat, dbam o nie jak mogę, natłuszczam, oczyszczam z soli po to, żeby służyły mi jak najdłużej, żebym jak najrzadziej musiała je kupować i jak najrzadziej wyrzucać. Nie kupuję też butów dla kaprys. Kupuję tylko to, co jest mi niezbędne.
Jeśli nie chcesz  kupować butów skórzanych ze względów etycznych, możesz rozważyć też kupno butów ze skóry w sklepach z używaną odzieżą. Ochrona takiego produktu przed wyrzuceniem (zmarnowaniem) jest już czymś innym niż zakup nowych skórzanych butów. Zimą dobrze sprawdzają się też dobrze dopasowane kalosze i grube skarpety, nie ma nic lepszego na odwilż:)
Jeśli zależy Ci na ekologii i własnym zdrowiu, odradzam wszystkie tanie sklepy z chińskimi butami. Nie dość, że buty wydzielają trujące opary (zapach kleju po wejściu do takiego sklepu przyprawia mnie o natychmiastowe mdłości), to jeszcze są cholernie nietrwałe, wymieniać je trzeba często, przez co produkuje się dużą ilość trudnych do utylizacji odpadów. I chociaż kosztują 10-20 zł, ja wolę wydać trochę więcej pieniędzy i wesprzeć jakąś Polską firmę:)

Wiem, że na zachodzie funkcjonują sklepy, które dają gwarancję weganom, że skóra z której są zrobione ich buty, pochodzi od zwierząt hodowanych na mięso, które zjadł ktoś inny. W Polskich warunkach byłby to moim zdaniem czysty marketing, bo innej skóry na buty się nie używa. Wiem też, że są firmy, które produkują buty dla wegan z innych, bardziej wytrzymałych  materiałów, ale w Polsce są raczej trudne do dostania...

Jak widzicie, moje podejście do skórzanych butów jest dość specyficzne. Obok względów etycznych zwracam też uwagę na względy praktyczne. Posiadam obecnie 4 pary skórzanych butów: dwie pary na obcasie, buty zimowe i buty jesienne. Wszystkie mają po kilka lat. Przez następne kilka lat nie widzę potrzeby kupowania następnych. Co jednak doradzić osobom, które butów potrzebują już teraz i większej ilości?

Mogę zalecić buty z kapusty:

źródło: zycierzeczy.pl

To był żart oczywiście, kapustę zalecam raczej dopaszczowo:) Istnieją jednak bardzo podobne biodegradowalne buty hiszpańskiej firmy One Moment, na których dodatkowo można wydrukować swoje logo, ulubioną sentencję lub po prostu kwiatki czy inne zygzaki. Buty wykonane są z plastiku, mimo to stopa w nich oddycha.

źródło: onemoment.es

Na stronie vege.pl znalazłam  przewodnik po sklepach z wegańskimi butami. Niestety jest już mocno przeterminowany, większość stron nie istnieje. Moją uwagę zwrócił sklep z butami Mustanga, który większość swojego obuwia produkuje z materiałów skóropodobnych. Wybór butów jest całkiem spory, niestety nie wiem jak jest z ich trwałością. Można też odwiedzić vegetarian-shoes.co.uk, wiadomo jednak, że sprowadzanie butów z zagranicy wiąże się z dodatkowymi kosztami. Jeśli marzą Wam się buty od znanego projektanta, to jest jeszcze olsenhaus.com lub minkshoes.com, niestety ich dostępność dla polskiego śmiertelnika jest raczej znikoma.

A jak Wy sobie radzicie z tematem butów? Znacie jakieś interesujące marki, których tu nie wymieniłam?

P.S Tak się rozpisałam, że do tematu torebek wrócę chyba w osobnym poście:)


  1. Z butami jest istna katorga, wbrew pozorom jest gorzej z sezonem letnim niż zimowym. Za to latem, żeby kupić balerinki bez wkładki skórzanej jest ciężko. Zwykle na wszystkie pary 2 są bez dodatku skóry i to te najbrzydsze lub takie szerokie, że moje nogi się w nich topią. :P
    Mimo to się nie poddaję. Nigdy nie kupię butów skórzanych choćby nie wiem co. Nie zamierzam wspierać okrucieństwa, którego wciąż jest za dużo. Moja rada? Po prostu sprawdzać czy buty mają jakiś dodatek skóry (nawet jeśli na takie nie wyglądają). Ja kupuję buty w zwykłych sklepach. Przez internet nie zamawiam, bo jest po prostu szansa, że nie trafię w rozmiar.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wkładki?! O tym nie pomyślałam. A jakiej firmy nieskórzane buty polecasz? Udało ci się przechodzić w jakiś więcej niż rok?

      Usuń
    2. Buty kupuję w sieciówkach, typu CCC, Deichmann. Zarówno ja jak i moi znajomi kupują tam buty nieskórzane na zimę i nigdy nie rozwaliły się po roku. Może mam szczęście, bo poprzednie zimowe buty kupiłam w Boot Square (moja koleżanka na 3 kupione pary balerinek tam reklamowała 3) i moje wytrzymały 2 lata, a po tych 2 latach jedynie kolor czubków był zdarty, nic więcej. ;)
      I radzę przy każdym butach patrzeć na oznaczenia czy nie mają czegoś ze skóry, właśnie wkładki najczęściej są skórzane. :( Nie warto pytać sprzedawców, chyba że nie ma oznaczenia, bo oni często odpowiadają "nie są ze skóry" a za chwilę dopowiadają "tylko wkładkę mają skórzaną" (co traktują jako zaletę, nie wadę). No i uważać na zamsz, bo wbrew pozorom nie wszyscy mają świadomość, że zamsz to także skóra zwierząt.

      Usuń
    3. Ja z butami z takich sklepów mam bardzo złe doświadczenia. Boot Square to już totalna porażka. Jeśli ktoś nosi buty zimowe tyle co do samochodu i z powrotem, to może wystarczą, ale jestem piechurem. Chodzę dużo w każdych warunkach i buty muszę mieć naprawdę wytrzymałe.

      Usuń
  2. Mam buty z Deichmanna kupione minimum trzy lata temu. Wysokie kozaki. Podeszwa z tworzywa, reszta niby zamsz, a tak naprawdę tkanina. Trzymają się super, są eleganckie, na obcasie. Wg. mnie można znaleźć buty nieskórzane i trwałe. To nie jest duży problem.

    OdpowiedzUsuń
  3. Mustangi po 4 latach noszenia - kilka miesięcy w roku - nadal się trzymają, ale wyglądają już tak sobie. Kocham je i nawet walczyłam na allegro o identyczne - model sprzed 4 lat - niestety poległam.

    OdpowiedzUsuń
  4. W temacie skórzanych butów:

    To, że u nas na skórę i mięso zabijane są te same zwierzęta nie ma żadnego znaczenia. Skóra nie jest "odpadem", wyciąganym nocą ze śmietnika rzeźni przez producentów odzieży. To normalny towar, którego cena jest wliczona w zysk hodowcy i rzeźnika z wyhodowanego i zabitego zwierzęcia.

    Jeśli mój weganizm jest konsumenckim bojkotem, godzącym w nieludzki przemysł przez odcinanie mu dopływu gotówki, nie mogę go wspierać, kupując buty/torebkę/płaszcz.

    Buty ze skóry "zwierzęcia, którego mięso zjadł ktoś inny" nie są wegańskie, tak samo jak wegańskie nie jest mleko krowy, której mięso zjadł ktoś inny, ani nerka albo język świni, której "szynkę" i "polędwicę" zjadł ktoś inny.

    Ochrona środowiska i zdrowia to kolejny mit - skóra martwego zwierzęcia, to tkanka jak każda inna - pozostawiona sama sobie szybko się rozłoży. Żeby zamienić ją w coś, w czym da się chodzić 10 lat, używa się tyle samo albo i więcej ultra-szkodliwych chemikaliów, co przy produkcji syntetycznego obuwia. Wyrzucone na śmietnik też się szybko nie rozłożą, tak jak nie rozkładają się w szafie.
    Polecam ten dokument: http://www.alterkino.org/alterglobalizacja/tajemnice-korporacji-toksyczne-metki/ - o skórach jest całkiem sporo.

    Odzież używana to też normalny rynek. Kupując buty w lumpeksie nie chronię ich przed zmarnowaniem - po prostu je kupuję. Mogę wybrać wegańskie, a te skórzane niech weźmie ktoś, kto inaczej poszedłby po nowe skórzane do zwykłego sklepu.

    A co najważniejsze - moje dobre samopoczucie i mój bojkot złych produktów w skali świata nic nie znaczą. Największy skutek mojego weganizmu, to skutek, jaki wywieram na innych - inspirując, tłumacząc, pokazując swoim przykładem, że można inaczej, tworząc zapotrzebowanie na prawdziwie wegańskie produkty.

    Więc skórzane torby oddałem już innym, kilku par skórzanych butów kupionych przed przejściem na wegetarianizm jeszcze używam, bo nie mam możliwości wymienić wszystkich od razu. Ale na pewno już nigdy nie kupię żadnego produktu ze skóry.

    Jeśli będę się musiał przy tym namęczyć - przynajmniej następni będą mieli łatwiej, będą mogli korzystać z moich doświadczeń, a sprzedawcy w sklepach, przez które się przewinąłem, będą bardziej wiedzieli o co chodzi.

    Generalnie wegańskie buty kupuję w ccc/deichmann/tesco. Jak będę miał większe wymagania i więcej gotówki, przejadę się do Berlina. Ponadto zimą poza eleganckimi okazjami dobrze sprawdzają się buty turystyczne - w nich skóry używa się już naprawdę rzadko.

    Go vegan, stay vegan.
    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nigdy nie twierdziłam, że buty ze skóry zwierzęcia, które zjadł ktoś inny są wegańskie. Wiem, że nie są. Chciałam tym zdaniem zwrócić uwagę na bezsensowny marketingowy zabieg, który ma niby weganom oczyścić sumienie.

      Zdaję sobie sprawę, że do produkcji skórzanego obuwia zużywa się środki chemiczne, tak samo jak do produkcji butów nie ze skóry. I wiem, że nie rozkładają się szybko wyrzucane na śmietnik. Z moich doświadczeń wynika jednak, że są dużo trwalsze, co pozwala mi wyrzucać zużyte buty rzadziej, produkuję tym samym mniej trudnych do utylizacji odpadów.

      Zgadzam się z tobą, że na innych ludzi najlepiej działa dawanie przykładu. Dlatego nie kupuję od dawna nie kupuję skórzanych torebek, nigdy nie kupiłabym skórzanej kurtki, mebli czy futra. Z butami mam jednak problem, bo wszystkie nieskórzane które miałam rozpadały się w rękach. Następnym razem kiedy będę szukała nowych butów, rozejrzę się po markach, które tu zostały polecone, ale mam wielką nadzieję, że nie zastąpi to zbyt szybko:)

      Usuń
    2. Krzysztof W. to jest wszystko to co chciałam usłyszeć. GO VEGAN :-)).

      Usuń
  5. http://panpablo.pl/kategoria/buty-weganskie,1

    sklep ma osobną zakładkę "wegańskie"

    OdpowiedzUsuń
  6. Trochę się zmienia, na pomoc przychodzi nam nawet allegro:) Pod artykułem kilkanaście propozycji wege-butów damskich:http://moda.allegro.pl/ona/weganskie-buty

    OdpowiedzUsuń
  7. A ja mam jedne buty ze skóry kupione nieświadomie jeszcze gdy nie byłam weganką, moim zdaniem gdybym je teraz wyrzuciła to byłoby to okazanie braku szacunku dla zwierzęcia które umarło żeby je zrobić, zawsze jak je zakładam to przypomina mi się cierpienie zwierząt i wiem że już nigdy więcej nie kupię nic ze skóry naturalnej

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Brak szacunku? Jeżeli byś nosiła buty ze skóry swojej powiedzmy mamy i byś się o tym dowiedziała to byś nosiła je nadal żeby okazać jej szacunek? Nie sądzę.

      Usuń
  8. Idzie zima, więc wracam do tematu. Czy ktoś z Was sprawdził, co się kryje pod terminem "skóra ekologiczna", którą wspomniany wyżej Mustang wykorzystuje? Bo ponoć niektóre firmy wykorystują ścinki skóry prawdziwej i chciałabym mieć stuprocentową pewność. Riekier ma też sporo butów nie ze skóry, niektóre za to z wełną w środku

    OdpowiedzUsuń
  9. Nigdy nie dowiemy się jak jest naprawdę . Wiekszasc cierpi. Ja rozumiem szacunek dla zwierząt które swoim ciałem nam posluzylo nawet nieświadomie. Coś w tym jest.

    OdpowiedzUsuń
  10. Nigdy nie dowiemy się jak jest naprawdę . Wiekszasc cierpi. Ja rozumiem szacunek dla zwierząt które swoim ciałem nam posluzylo nawet nieświadomie. Coś w tym jest.

    OdpowiedzUsuń
  11. tylko bezgraniczny kretyn, zeby "ratowac ziemie" nosi eko-skore zamiast skory. Ja nie jem miesa, ale nosze skore naturalna i bede nadal ja nosic, a powod jest prosty: mniejsze zlo. Otoz, caly swiat NIGDY, powtarzam: NIGDY, jak bardzo bysmy tego nie pragneli, nie bedzie wegetarianski. Ludzie beda zabijac zwierzeta na mieso, dlatego tez nie powinno sie z nich nic marnowac. Nieuswiadomionym chce zwrocic uwage na pewne aspekty "eko"-skory: jest ona produkowana z surowcow ropopochodnych. W dzisiejszych czasach producentem 90% tekstyliow na swiecie sa Chiny. Tak wiec mamy ten tankowiec, ktory plynie do chinskiej fabryki z ropa I wywali sie do tego morza najpierw z 4 razy, powodujac tragiczna w skutkach katastrofe ekologiczna, o ktorej nasza zaspana Europa nawet nie uslyszy prawdopodobnie. Jesli juz w ogole doplynie, zacznie sie produkcja i tak tez zostana zkazone okoliczne rzeki (w tym momencie skazenie wod w Chinach jest takie, iz 60% z nich nie nadaje sie do jakiegokolwiek uzytku, o jelonku chlipiacym "surowa", dostepna "od reki" wode ze strumyczka nie wspomne), oraz powietrze co bedzie skutkowalo wymieraniem calych populacji zwierzat. Ale wrocmy do nas, kupujemy sobie te "eko"-skorzana kurteczke w sieciowce i po jednym sezonie zimowym zaczyna ten badziewny poliuretanowy skaj pekac, no to wyrzucamy, bo przeciez zaraz wyprzedaz i kolejna bedzie za 5 dych. Ojej, kurteczka ma podszeweczke z bawelny i metalowy zamek, i cwieki, ojoj to juz nie da sie ja do recyclingu do tworzyw wrzucic,a przeciez nie bedziemy sie bawic w rozkladanie jej na czynniki pierwsze, pff, no to do "komunalnych". Final jest taki, ze ciuch laduje na wysypisku na jakims odgrodzonym terenie nieopodal dzikich nieuzytkow czy nawet lasu i bedzie sie tam rozkladac przez 300 lat. I to jest wege rozumiem? To jest eko??? Jakim trzeba byc pieprzonym hipokryta i krotkowzrocznym debilem, zeby majac na plecach pekajaca warstwe plastiku okupiona zyciem calych ekosystemow twierdzic, ze jest sie milosnikiem zwierzat, bo nie nosi sie ich skory, ktora czesto jest i tak nieuniknionym produktem ubocznym przemyslu miesnego, na ktory popytu nigdy nie zniwelujemy do zera, a ktora kupujemy duzo drozej, z mysla wieloletniego uzytkowania, jak nie na cale zycie i ktora bedzie sie rozkladac kilka miesiecy, a najwyzej lat zwyczajnie gnijac? Jakby mi jeszcze ktos chcial wyjechac z toksycznoscia wyprawiania skor: wiekszosc skor dostepnych dzis na rynku jest produkowana na terenie wloch, a jak wiadomo europejskie przetworstwo reguluja scisle przepisy unijne, rowniez co do szkodliwosci. Dwa: i tak procesy garbarskie nie sa az tak szkodliwe i ryzykowne jak produkcja surowcow ropopochodnych. Ostatnie, trzy: dawniej stosowano (zwlaszcza w Ameryce) 100% naturalne procesy garbownicze oparte na moczeniu skor w beczkach z goracymi olejami roslinnymi. Skora taka, nazywana olejowana do dzisiaj uzywana do produkcji paskow, portfeli, stylowych toreb to no typ "crazy horse". Nigdy zupelnie nie wyszla z obiegu, a teraz szczegolnie sie do niej powraca wlasnie ze wzgledu na zupelnie ekologiczne procesy wyprawiania, duzo wieksza zywotnoscm brak szkodliwosci dla ludzkiego zdrowia. Przemyslcie sobie sami, co jest rozsadniejszym wyborem i co faktycznie robi wieksze spustoszenie w swiecie zwierzat...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. a ja nie nosze skóry, ale co się będzie mięso marnować jak już i tak trzeba było tą biedną świnkę zabić, aby ci buty uszyć :D

      Usuń
  12. Dzięki, bardzo pomocne wpisy!!

    OdpowiedzUsuń
  13. Jestem wegeterianką ponad 30 lat. Przechodziłam przez różne etapy wege. Agresja, pojawiająca się we wpisach wegan (nie dotyczy to Pani) wskazuje na brak szacunku do osób myślących inaczej. Eko nie zawsze jest eko. Wykorzystywanie dzieci, niskie płace, nieprzestrzeganie przepisów BHP przez firmy nastawione na zysk, np. przy produkcji bawełnianych koszulek m.in. chętnie noszonych przez wegan, którzy nie wykorzystują zwierząt, ale ludzką biedę, owszem. Konsekwencją są ciężkie problemy zdrowotne i bezpłodność, zatruta woda w okolicy itd. można wymieniać. A w temacie: noszę skórzane buty, gdyż są zdrowsze dla stopy, trwalsze i tak jak Pani n, nie dokładam śmieci do środowiska.Pozdrawiam serdecznie.

    OdpowiedzUsuń

Start typing and press Enter to search