14 stycznia 2014

Książka: Dieta bez pszenicy


"
Dr William Davis dowodzi szkodliwości współczesnej pszenicy, analizując historię spożywania produktów z tego zboża i zmiany, jakim ulegały. Dzisiejsza pszenica nie jest już solidną podstawą pożywienia, z której powstaje zdrowy chleb powszedni. Została genetycznie zmodyfikowana, by producenci żywności mogli osiągać jak największe zyski przy minimalnych kosztach.

W rezultacie to dobroczynne niegdyś zboże stało się żywieniowo bezwartościowym, acz wszechobecnym składnikiem, który sprawia, że poziom glukozy we krwi rośnie gwałtowniej niż po zjedzeniu cukru, a ponadto ma właściwości uzależniające, co doprowadza do huśtawki głodu i przejadania się oraz zmęczenia.

Na podstawie wieloletnich badań klinicznych oraz niezwykłych wyników, które obserwował u tysięcy własnych pacjentów po rezygnacji z produktów zawierających pszenicę, dr Davis przedstawia argumenty przeciwko temu wszechobecnemu składnikowi pokarmowemu. Dieta bez pszenicy skutkuje wg niego znaczącymi korzyściami, takimi jak: stała utrata wagi; złagodzenie zespołu metabolicznego i cukrzycy typu 2;  wyleczenie z problemów jelitowych; wyraźne obniżenie poziomu cholesterolu;  poprawa gęstości kości; zanik dolegliwości skórnych, takich jak łuszczyca, afty, łysienie; ograniczenie stanów zapalnych i bólów gośćcowych. 

Ta atrakcyjna w czytaniu, skłaniająca do myślenia i starannie udokumentowana książka oferuje nowy, niezmiernie ważny punkt widzenia na najistotniejsze problemy zdrowotne naszych czasów.
wydawnictwo: BUKOWY LAS     " 

Kilka razy wspominałam Wam,  ze staram się wykluczyć pszenicę z mojej diety. Zaczęło się od koszmaru makaronożercy, czyli badania, które wykonałam w akcie desperacji szukając przyczyny moich codziennych bardzo uciążliwych skurczów i silnych bólów brzucha (lekarz pierwszego kontaktu zdiagnozował to jako zespół jelita nadwrażliwego i zalecił mniej stresów!). Po otrzymaniu wyników badania (alergia na pszenicę), porzuciłam na jakiś czas wszystko, co ją zawierało. Czułam się lepiej, ale nie do końca dobrze. Szybko wróciłam też do chleba i makaronów (kto próbował pszennego odwyku pewnie wie, jaki to trudne). Moje samopoczucie wahało się raz w jedną, raz w drugą stronę. O swoje problemy podejrzewałam coraz to nowe produkty spożywcze, coraz bardziej ograniczałam dietę, ale to i tak nie pomagało. Wybrałam się do jednego gastrologa, za jego namową zrobiłam badania krwi pod kątem celiakii, które nic nie wykazały. W odpowiedzi od lekarza (też wegetarianina jak się okazało) usłyszałam, że powinnam stosować dietę lekkostrawną. Bardzo śmieszne panie doktorze, ciężkostrawnych produktów nie jadłam już od roku i to nic nie dało! Obrażona na wszystkich lekarzy świata dalej próbowałam wykluczyć jedzeniowego winowajcę, próbowałam notować po spożyciu jakich produktów czuję się gorzej. Na pierwszym miejscu była oczywiście pszenica, tego byłam na 100% pewna, ale bóle brzucha zdarzały się również po orzeszkach ziemnych, burakach, strączkach, kawie i wielu, wielu innych produktach. Znalazłam więc kolejnego gastrologa, panią, którą będę do końca życia całować po nogach! Opowiedziałam jej o wszystkich moich podejrzeniach, badaniach jakie wykonałam i o tym od kiedy takie problemy mam. I co od niej usłyszałam? Proszę przez kilka miesięcy łykać probiotyk! Zaleciła mi SanProbi IBS czyli probiotyk dedykowany osobom z zespołem jelita drażliwego. Na szczęście nie zdiagnozowała u mnie tej przypadłości, przypadkiem lub nie pomogła mi jednak odbudować zdewastowaną po przebytej kilka(!) lat temu antybiotykoterapii (kilka serii antybiotyków przez kilka miesięcy) florę bakteryjną jelit. I od razu uprzedzę pytania, podczas łykania antybiotyków i przez wiele następnych miesięcy brałam probiotyki, zajadałam się też jogurtami, actimelami, activią i to nic nie pomogło. Na zlecenie pani doktor udałam się też do alergologa, by wykonać testy skórne pod kątem alergii pokarmowej, które nic nie wykazały. W żaden sposób nie udało mi się potwierdzić wiarygodności pierwszego badania. Ale...

...mimo tego, że probiotyczne kapsułki wspomagane przez duże ilości owsianego jogurtu (mleczne w ogóle nie pomagały) i zielone koktajle z dodatkiem inuliny (prebiotyku) pozwoliły mi uporać się z dolegliwościami, zdarzają mi się dni, kiedy flaki (a ostatnio również zatoki) się buntują. Dni takie zdarzają się, kiedy kilka dni pod rząd spożywam duże ilości produktów pszennych. Alergia czy nie, coś w tej pszenicy jest, co nie pozwala mi jeść produktów pszennych w dużych ilościach. Dlatego właśnie sięgnęłam po książkę dr Williama Davisa "Dieta bez pszenicy".

Nie jest to książką, którą należy czytać bezkrytycznie, dr Davis jest kardiologiem, a nie specjalistą od medycyny żywienia i niektóre z jego zaleceń wydają się być absurdalne (jak np. to, że zjedzenie snickersa zamiast kanapki wyjdzie nam na zdrowie, ponieważ snickers ma niższy indeks glikemiczny niż pszenny wypiek). Autor książki bardzo dużą wagę przywiązuje właśnie do indeksu glikemicznego spożywanych przez nas produktów i trochę bagatelizuje inne wyznaczniki zdrowej diety. Zaleca swoim pacjentom (szczególnie tym walczącym z otyłością brzuszną) spożywanie dużej ilości warzyw, do tego sporą ilość białka i tłuszczu pod postacią mięsa, nabiału, serów, orzechów, mniejszą ilość owoców (mają przecież wysoki IG) i praktycznie całkowitą rezygnację ze zbóż (w tym również komosy, amarantusa, owsa, orkiszu czy ryżu) oraz strączków (również ze względu na IG, przy czym wegetarianom przydziela na nie większy limit). W tym miejscu nasze poglądy co do specyfiki zdrowej diety się rozmijają, jedyny wspólny punkt jaki widzę, to ograniczenie spożywania pszenicy.

Książka "Dieta bez pszenicy" potwierdziła wcześniej czytane lub słyszane przeze mnie opinie, że nawet ludzie nie cierpiący na celiakię, całkowicie zdrowi nie powinni spożywać pszenicy (pszenicy w ogóle, nie tylko glutenu) w nadmiarze. Ma ona bowiem wpływ na poziom cukru we krwi (właśnie dlatego jest takim silnym spożywczym narkotykiem), poziom cholesterolu we krwi, gęstość kości, stan skóry (rezygnacja z pszenicy może pomóc w leczeniu AZS, łuszczycy, łysienia, trądziku), a także na stan naszego mózgu (autyzm, schizofrenia), otyłość (szczególnie bardzo niebezpieczną brzuszną), wzrok i wiele, wiele innych. Co ciekawe, dr Davis nie przypisuje negatywnego wpływu na nasze zdrowie starym odmianom pszenicy (samopszy i płaskurce), nie oszczędził za to orkiszu, wszystko za sprawą genów (ilości chromosomów jeśli mam być dokładna).

Książka kończy się niewielkim zbiorem przepisów, który dla mnie jest praktycznie nieprzydatny (prawie samo mięso, ryby lub jaja), ale dla nie wegetarian może być pomocny. Mimo wszystko uważam, że książkę warto przeczytać, napisana jest łatwym językiem i nie nudzi. Podczas lektury zalecam jednak zachowanie zdrowego rozsądku: i nie obrażanie się na wszystkie węglowodany świata :D

P.S. Na stronie Polskiego Radia można posłuchać ciekawej audycji o pszenicy!
  1. Miałam w planach przeczytanie tej książki ale teraz już nie wiem. Mój poziom krytycyzmu podczas lektury byłby chyba zbyt duży. Jestem wyczulona na wszelki radykalizm. Inna rzecz, że nie mam problemu z pszenicą. A mąki z płaskurki czy samopszy ze świecą szukać ...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mimo wszystko polecam, nie trzeba mieć żadnych problemów z pszenicą, żeby zacząć ją ograniczać i zauważyć znaczną poprawę samopoczucia.

      To prawda, że mąkę z samopszy czy płaskurki trudno zdobyć, są też niestety bardzo drogie, ale nie są niezbędne w bezpszennej diecie.

      Usuń
  2. Kiedy zrezygnowałam z glutenu na kilka tygodni, czułam się o niebo lepiej. Niestety zabrakło mi czasu na jeżdżenie na drugi koniec miasta po specjalny chleb, w natłoku spraw umykało mi czytanie etykiet i tak po trochu znowu zaczęłam wprowadzać gluten do diety, jakaś kanapka, trochę makaronu, kawałek ciasta etc etc. Właśnie ostatnio znowu chcę sprawdzić jeszcze raz czy rezygnacja z glutenu rzeczywiście działa na mnie tak korzystnie. Dzięki za info o książce, może pomoże mi się zmobilizować :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zapraszam ponownie za kilka dni. Mam w planach post z propozycjami na kanapki i przekąski bez pszenicy i bez drogich bezglutenowych zastępników:)

      Usuń
    2. Chętnie skorzystam z Twoich przepisów. :)
      Lekturę książki mam już za sobą. Sprawdziłam też dietę bez pszenicy na sobie - czuję się lżejsza, nie chce mi się spać w ciągu dnia, nie mam huśtawek nastrojów, nagłych napadów głodu, czy nadmiernego apetytu na słodycze.

      Usuń
    3. te chleby są niejadalne -lepiej upiec samej z nasion ,orzechów i babki płesznik-pychota

      Usuń
    4. To prawda, ten chleb z nasion jest bardzo fajnym rozwiązaniem.

      Usuń
  3. Sama bym chętnie ograniczyła gluten i choć sądzę, że jako weganka mam łatwiej (ze względu na większe zainteresowanie kuchnią chcąc nie chcąc obserwując i przepisy bezglutenowe) niż powiedzmy przeciętny Polak, to nadal nie jest to proste. Nie wyobrażam sobie rezygnacji z chleba czy słodkich wypieków na białej mące. Z drugiej strony wciąż słyszę ze strony mięsożerców, że nie wyobrażają sobie rezygnacji z mięsa czy nabiału. Jak tak dalej pójdzie pozostanie czysty witarianizm, haha. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja jestem jednak za weganizmem z dużą ilości surowizny niż 100%. Bardzo trudną taką dietę zbilansować, bałabym się niedoborów,

      Usuń
  4. Miałem, mam - już będzie 10 lat dokładnie takie same problemy jak opisujesz o sobie. Po wielu wizytach u różnych specjalistów też usłyszałem, że mam zespół jelita nadwrażliwego. Nikt nie był w stanie mi pomóc, w końcu sam zacząłem czytać różne źródła. Zacząłem jeść chleb orkiszowy, zrezygnowałem całkowicie z białego piczywa, staram się jeść makaron pełnoziarnisty, stosowałem też kurację probiotykiem. Bez najmniejszego wysiłku waga po ponad roku spadła z 77 na 69 kg. Czuję się już zdecydowanie lepiej, aczkolwiek mam różne nawroty i też zastanawiam się, który ze spożywanych produktów jeszcze źle na mnie działa.
    Ciekaw jestem co oprócz pszenicy jeszcze wyeliminowałas ze swojej diety.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kurację prebiotykiem (długotrwałą) zaczęłam na początku zeszłego roku. Zbiegło się to z wprowadzenie do diety zielonych koktajli, które również mają korzystny wpływ na układ pokarmowy. Odkąd zauważyłam poprawę samopoczucia raczej wracałam do wcześniej wykluczonych produktów. Obecnie bardzo ograniczam (jeszcze mi się zdarza jeść) nabiał oraz pszenicę. Z tym, że pszenica zakwaszona w domowym chlebie nie ma na mnie aż tak negatywnego wpływu jak pieczywo ze sklepu, wszelkie kluchy, pierogi czy pszenny makaron (niestety nawet ten pełnoziarnisty).

      Usuń
    2. orkisz ma równiez gluten, nie mozesz jesc pszenicy, owsa jeczmienia i orkiszu, ja pieke chleb bezglutenowy z maki gryczanej i ziemniaczanej na zakwasie

      Usuń
    3. Mam te same objawy. Stosowałam san probi dłuuuugo, ale niestety, nie pomogło. Jestem przekonana, ze to lamblie. Robiliscie badania? Polecam felixa w warszawie - przychodnia weterynaryjna, ale przyjmuja ludzkie normalnie. Badają (mam nadzieję, że nadal) pod mikroskopem, co jest bardzo ważne. No i od razu mówię, że leczenie chemią nie przynosi poprawy, chociaż ja miałam źle zlecone, powtórka po 14 dniach, kiedy cykl rozwoju przypada ponoć co 26 dni... W każdym razie, jeśli ziołami, to jest to leczenie baaaardzo długie i non stop trzeba powtarzać. Przy każdym leczeniu objawy "z brzucha" ustępują.

      Usuń
    4. Nigdy nie robiłam badań pod kątem pasożytów. Jakiś czas tamu przechodziłam kurację ziemią okrzemkową, ale nie zauwałyłam żadnej zmiany. U mnie wszytskie problemy znikneły po odbudowaniu flory bakteryjnej.

      Usuń
  5. Książkę w domu posiadamy, bardzo fajna jest warto przeczytać. Próbowaliśmy też diety bez pszenicy i faktycznie człowiek lżejszy się czuje. Teraz od czasu do czasu jemy coś z nią ale staram się bardziej wybierać makarony z mąki durum etc. Co do audycji również polecam bo jest bardzo ciekawa :)

    pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
  6. Ja kupiłam "Kuchnię bez pszenicy" i trafia mi do przekonania to, o czym pisze autor, choć nie jestem taką radykalistką.
    Od jakiegoś czasu nie ma u mnie pszenicy i praktycznie żadnych zbóż z glutenem. Czuję się bardzo dobrze z takim stylem odżywiania, choć wcześniej nie miałam jakiś drastycznych dolegliwości.
    Co do tego snikersa, to coś w tym jednak jest, bo jak mam ochotę na coś słodkiego niespecjalnie zdrowego (poza domem), to funduję sobie lody z bitą śmietaną i dobrze się po nich czuję, a po drożdżówce lub ciastku na mące pszennej od razu czułam, że mam brzuch;)
    W "kuchni bez pszenicy" jest 150 przepisów, dużo rzeczywiście mięsnych, ale też sporo na wypieki, ja już skorzystałam z kilku: na ciasteczka pieguski, chlebek bananowy i zwykły - bardzo mi smakują, choć nie jest to taki smak jak mąki zbożowej oczywiście:)
    Pozdrawiam:)

    OdpowiedzUsuń
  7. Także się zaopatrzyłam.
    Nie zastosuję od A do Z, bo nie lubię skrajności, ale białej mąki pszennej w domu nie mam.
    Za to nie stronię od orkiszu (pszenica) i całkiem inaczej się czuję np. po takich chlebie z orkiszu niż po zwykłym pszennym.

    Po rogalu ze sklepu, nawet po dwóch gryzach mam brzuch jak w 7 mcu ciąży. :) Wierzę więc w to co autor pisze.

    OdpowiedzUsuń
  8. http://bez-blog.blogspot.com/ -dietetyczne przepisy bez mleka, cukru i bez pszenicy, zapraszam :)

    OdpowiedzUsuń

Start typing and press Enter to search