17 lutego 2014

Światowy Dzień Kota, czyli futra w moim domu

Dziś obchodzimy Światowy Dzień Kota- święto, którego nie mogę pominąć. W moim domu żyją bowiem dwa dorodne kocury. Pisząc w domu, mam na myśli w miejscu, w którym obecnie przebywam, koty podróżują ze mną dość często. Ale o tym za chwilę.

Antek

Antek mieszka z nami już ponad pięć lat, adoptowaliśmy go dzięki poznańskiej Fundacji Dla Zwierząt Animalia trzy dni po amputacji przedniej łapki. Kot prawdopodobnie wplatał się w jakieś sidła i taki poharatany błąkał się po mieście. Na szczęście jakaś dobra dusza znalazła go i oddała w ręce fundacji, później trafił do nas. Przez pierwsze trzy lata naszego wspólnego życia Antek był jedynakiem i muszę przyznać, że nie znosił tego zbyt dobrze. Był bardzo marudnym kotem, wciąż domagał się naszej uwagi, broił i nie pozwalał się na niczym skupić. W końcu postanowiliśmy adoptować drugiego kota. I tak trafiła do nas Tosia.

Tosia

Tosia była dorosłą, ale maleńką koteczką, która trafiła do nas chora. Prawdopodobnie dlatego była taka mała, jej uliczne dzieciństwo nie należało na pewno do najłatwiejszych. Z chorobą Tosi zmagaliśmy się pół roku, ta walka kosztowała nas wiele wysiłku, czasu, nerwów i pieniędzy. Niestety po kilku miesiącach musieliśmy podjąć decyzję o eutanazji. To była najtrudniejsza decyzja jaką kiedykolwiek musiałam podjąć, bardzo ciężko to przeżyłam i nigdy więcej nie chciałabym tego powtarzać. 
Po otarciu pierwszych łez, niecałe dwa tygodnie po pożegnaniu z Tosią los postawił na mojej drodze Arnolda, który przyjechał do mnie aż z nadmorskiej plaży.

Arnold

Arnold trafił do nas jako siedmiomiesięczny kocur ze świerzbem w uszach i tasiemcem. Niby nic nadzwyczajnego jak na kota żyjącego na ulicy, ale z jego uszami walczyliśmy kilka miesięcy. Na szczęście udało nam się odkryć przyczynę nawracających stanów zapalnych. Do tego zaraz wrócę.

Każdy z moich kotów ma lub miał swój niepowtarzalny charakter, żaden z nich nie wpisuje się w ramy stereotypów. Antek to prawdziwy arystokrata, mimo swojej niepełnosprawności porusza się zawsze z wielką gracją. Nie je byle czego (można go zatrudnić jako testera jakości mięsa, żadnego marketowego nie przyjmuje) i nie każdemu pozwala się pogłaskać. Chodzi zawsze swoimi drogami, ale zawsze podąża za człowiekiem (najczęściej za mną). Kiedy przemieszczam się miedzy pomieszczeniami lub piętrami domu, Antek idzie za mną. Płacze pod drzwiami łazienki jeśli nie zabiorę go na wieczorny prysznic:) Panicznie boi się wszelkich hałasów, odkurzacz to jego wróg numer jeden. Przez wiele lat bał się również suszarki, drukarki czy blendera. Sylwester to dla niego zawsze wielka trauma:(
Tosia była typem dowódcy i była bardzo zaborcza w stosunku do niemęża. Do tego stopnia, że kiedy chcieliśmy się przytulić, ona wpychała się między nas. Spała nam na głowach (przy czym na moją poduszkę przychodziła tylko wtedy, kiedy niemąż ją przepędził), a kiedy nie kładliśmy się zbyt długo, siadała na łóżku i głośno dawała znać, że pora już spać.
Arnold jest śliczny, mięciutki i jak na kota trochę głupiutki. Bez problemy daje się przytulać, tarmosić, nie boi się żadnych hałasów. Porusza się zazwyczaj powoli i bardzo niezgrabnie. Zdarza mu się nie trafić w parapet. Od czasu do czasu diagnozujemy u niego lekkie ADHD. Wracając jednak do jego uszu, to przyczyną problemów okazała się alergia na zboża, które dodawane są do prawie każdej suchej karmy dla kotów. Fakt ten bardzo mnie dziwi, zboża nie należą przecież do naturalnego pożywienia drapieżników. I choć ja mogę być najbardziej zagorzałym roślinożercą, moich kotów do wegetariańskiej diety zmuszać nie mogę. Karmię je naturalnie, ale według ich potrzeb. Najczęściej wygląda to tak, że na śniadanie jedzą rybne filety, tuńczyka lub kurczaka (ja do mięsnego nie wchodzę, więc w tym przypadku są na łasce niemęża), a na kolację suchą karmę niestety sprowadzaną ze Stanów lub Kanady, gdyż żaden inny producent nie oferuje bezzbożowej karmy dla kotów. W przepadku kotów obowiązuje taka sama zasada jak w przypadku ludzi, im mniej przetworzone jedzenie, tym lepiej. Karmienie kotów fast foodami typu Whiskas kończy się zazwyczaj uzależnieniem, alergiami, niedoborami i nowotworami. Droższa, naturalna bardziej syta i tym samym bardziej wydajna dieta wychodzi i tak taniej niż leczenie wszystkich wyżej wymienionych przypadłości i chorób.

Oprócz naturalnej diety, dbam też o naturalną kocią toaletę. W przeciągu kilku lat przetestowaliśmy wiele rodzajów żwirku i naszym faworytem został naturalny żwirek drewniany, który z początku wydaje się być droższy, ale w rzeczywistości jest bardziej wydajny i bardzo wygodny w użyciu. Podczas zoologicznych zakupów niezmiennie zadziwiają mnie wszystkie zapachowe żwirki dla kotów. Co niektórzy opiekunowie kotów chcieliby, żeby kocia toaleta pachniała lawendą. Szkoda tylko, że zapominają, że koty same wykonują swoją toaletę, codziennie zlizują sztuczny, bardzo silny aromat lawendy ze swojego futerka i na pewno nie są z tego powodu szczęśliwe.

Mieszkając z kotami dbam też o to, by w domu nie było trujących dla kotów roślin, żeby na oknie była zawsze świeża dostawa trawki lub kocimiętki do podgryzania. Niezabezpieczone okna nigdy nie są otwierane na oścież, a podłogi nie są zmywane agresywnymi środkami czystości.

Tak jak wspominałam, koty często podróżują koleją, czasem wychodzą też na spacery. Więcej o ich przygodach możecie poczytać na moim kocim blogu. Blog co prawda od dawna nie był aktualizowany, ale co ciekawsze smutne i wesołe historie z naszego życia tam się uchowały.

Futra na spacerze


Arnold w pociągu na Mazury
  1. Z przyjemnością przeczytałam i pozdrawiam koty:)

    OdpowiedzUsuń
  2. to nie Twoja wina. Nikt nie upowszechnia takich informacji jak ta o brzozie. :(

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Niby nie moja, ale ciągle nie mogę pogodzić się z tym, że nawet mi do głowy nie przyszło, żeby zacząć googlać cokolwiek na temat tego przeklętego gronkowca:(

      Usuń
  3. Cudowny wpis i cudowna Ty że tak wspaniale zajmujesz się pokrzywdzonymi zwierzaczkami! Czytałam z 5 razy:) Przesyłam głaski i drapki podbródkowe dla futrzaków:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję za te słowa, chociaż nie zasłużyłam:) Nie robię nic, czego nie zrobiłby każdy kociarz, a są osoby, które robią duuuuuuuuuuużo więcej.
      Ja jestem jedynie dobra w rozpieszczaniu każdego zwierzaka, którego spotkam:)

      Usuń

Start typing and press Enter to search