3 marca 2014

Mój pierwszy raz: Radhe Vega

Kiedy w październiku zeszłego roku miałam okazję jeść przedpremierową kolację W Gruncie Rzeczy, nie mogłam nie pozazdrościć warszawiakom wyboru wegetariańskich knajp. Poznań na tle stolicy wciąż wypada blado. Sytuację ratuje trochę Radhe Vega - restauracja serwująca wegetariańskie i wegańskie dania kuchni indyjskiej. Wczoraj w końcu udało mi się do niej trafić. Albo raczej dostać, bo przy pierwszym podejściu odstraszyła mnie konieczność godzinnego oczekiwania na stroik.



Radhe Vega mieści się w malutkim lokalu przy ulicy Głogowskiej w Poznaniu. Jak na takie zainteresowanie, to stanowczo za małym. Stoliki stoją blisko siebie, wybaczcie brak zdjęć, fotografowanie talerzy w restauracjach wciąż mocno mnie krępuje:) Szczególnie jeśli cała sala widzi co robię.

panner makhani, źródło: radhevega.pl
Już przy samym wejściu w nasze nosy uderzył przyjemny zapach przypraw, zwiastujący dobre jedzenie. Żadnego starego tłuszczu nie było na szczęście czuć, więc śmiało weszliśmy do środka. Nie obyło się bez przykrych niespodzianek, szef kuchni trafił do szpitala (mam nadzieję, że już ma się dobrze) i restauracja działała w osłabionym składzie. Wybór potraw był więc ograniczony. Na szczęście warzywna kofta, na którą liczyłam była dostępna. Niemąż wybrał panner makhani, indyjski ser w sosie pomidorowym. Obydwa dania podane zostały w towarzystwie ryżu basmati. Szkoda, że nie mogę pokazać Wam oryginalnych naczyń w których serwuje się dania w restauracji.







kofta warzywna, źródło: radhevega.pl


Porcje były solidne, żaden deser już nam się nie zmieścił. Żałuję tylko, że moja kofta składała się głównie z sosu, a kulki były tylko dwie (spore na szczęście). Na taką ilość ryżu i sosu przydałyby się trzy. 

Na kuchni indyjskiej nie znam się wcale, jedyne co mogę powiedzieć o spałaszowanych daniach to to, że były naprawdę smaczne. Dość ostre, aromatyczne i na pewno świeże. Takie, do których chce się wracać. Chyba nawet przekonały mnie do kuminu:)



Obiad popijaliśmy limonkową lemoniadą przygotowaną bez cukru i bez soli na nasze specjalne życzenie. Jedyną rzeczą, która mi się w Radhe Vega nie spodobała, były sztuczne kwiaty. Mam do nich wyjątkowo silny wstręt:) Ich obecność w lokalu nie powstrzyma mnie jednak przed ponowną wizytą:)
  1. W Lublinie nie jest lepiej :( My mamy tylko Zielony Talerzyk, chociaż ostatnio słyszałam, że jest też Bar Wegetarianin.

    OdpowiedzUsuń
  2. Uwielbiam indyjskie jedzenie:)

    OdpowiedzUsuń

Start typing and press Enter to search