5 gadżetów kosmetycznych, które poznałam dzięki blogosferze | Zielona wśród ludzi

1 sierpnia 2014

5 gadżetów kosmetycznych, które poznałam dzięki blogosferze






































Spędzanie wolnego czasu w kosmetycznej blogosferze oprócz wzbogacania wiedzy na temat kosmetyków i zasad pielęgnacji, niestety powoduje też kurczenie się portfela. No bo jak niby oprzeć się tym wszystkim cudownościom, które blokierki zachwalają w swoich recenzjach? Nie jest to łatwe:) Czasem jednak nie warto się powstrzymywać. Ja nie żałuję szczególnie tych pięciu zakupów, których nie dokonałbym nigdy, gdyby nie blogosfera.


1. Szklany pilnik do paznokci (Rossmann)
Pielęgnacja moich paznokci polega głównie na ich skracaniu i olejowaniu. Nie lubię i nie umiem malować paznokci. Nie ubolewam nad tym specjalnie, składy większości lakierów i zmywaczy do paznokci przyprawiają o ból głowy. O zapachu już nie wspominam. Wracając jednak do piłowania, to nie znam do tego zadania lepszego narzędzia, niż pilnik szklany. Przerabiałam już pilniki metalowe i papierowe, za każdym razem powodowały u mnie nadmierną łamliwość paznokci. Papierowe na dodatek po kilku użyciach nadawały się do wyrzucenia, więc szybko zaczęłam szukać dla nich alternatywy. Dzięki blogerkom kupiłam pilnik szklany i nie zamienię go już na żaden inny. Powierzchnia piłująca jest na tyle delikatna, że nie powoduje łamania paznokci, na dodatek można nią również polerować płytkę paznokcia.

Pilnik kosztował ok. 13 zł, spadł mi już kilka razy i na szczęście się nie potłukł. Przeżył też kilka kocich zabaw (co koty czują do pilniczków?) i mam nadzieję, że jeszcze długo mi posłuży.


2. Gumki do włosów a la Invisibobble (H&M)
Kto by pomyślał, że zakup dobrej gumki do włosów jest taki trudny. Odkąd zaczęłam zapuszczać włosy, problem tylko się pogłębiał. Większość dostępnych w sklepach gumek ma metalowe elementy, które lamią włosy. Jeśli już znajdziemy taką, która nie posiada tego niepożądanego łączenia, jest albo za cienka i bez maksymalnego ściągnięcia włosów, fryzura rozpada się po 5 minutach, albo rozciąga się po 5 użyciach. Ścisk, który fundowałam moim włosom tradycyjnymi gumkami powodował u mnie ból skalpu i w efekcie wzmożone wypadanie włosów. Sytuację zmieniły gumki-sprężynki, które idealnie trzymają niesforne i często spuszone loki, a jednocześnie nie ciągną włosów. Sprawdzają się nawet podczas skakania na skakance z naolejowanymi włosami:). 5 sztuk kupiłam w H&M za ok. 10-15 zł (nie pamiętam dokładnie), niestety tą najbardziej przydatną - czarną już zgubiłam:(

3. Drewniany grzebień (The Body Shop)
Kręcone włosy nie przepadają za czesaniem, ja swoje kłaki czeszę raz na kilka dni, zaraz po myciu. Do rozczesywania mokrych włosów przydaje się grzebień z szeroko rozstawionymi zębami. Ten drewniany jest wyjątkowo przyjemny w użyciu, nie elektryzuje włosów i dzięki temu, że jest bardzo dobrze wykonany, nie łamię włosów żadnymi wystającymi elementami. Grzebień kosztował ok. 19 zł, spadł mi już kilka razy i w przeciwieństwie do plastikowych kolegów nadal się nie połamał.


4. Szczotka do ciała (The Body Shop)
Szczotka to drugi zakup, którego dokonałam w The Body Shop. Na kosmetyki tej firmy się nie pokuszę, ale akcesoria mają niezłe. Szczotka jest porządnie wykonana, dobrze leży w dłoni podczas szczotkowania. Niewtajemniczonym podpowiem, że szczotka przeznaczona jest do użytku na sucho. Przyjemnie drapie skórę i pomaga mi się obudzić. Niestety nie mogę się jeszcze wypowiedzieć o efektach szczotkowania, bo nie robię tego regularnie, ale w planach mam poprawę mojego zachowania:)


5. Rękawica kessa
Rękawica kessa to gadżet dla wielbicieli porządnego złuszczania, przy użyciu jedynie wody, działa lepiej niż jakikolwiek peeling do ciała. Przydatna szczególnie osobom, które nie mają czasu lub ochoty samodzielnie przygotowywać peelingów. Po kessie nie ma też problemu z myciem wanny po kawowych fusach:)  Ja używam jej również do zmywania z twarzy zaschniętych maseczek z glinki. Masaż tą rękawicą jest naprawdę przyjemny, żałuję tylko, że nie zakupiłam egzemplarza ze ściągaczem, ten model potrafi ześlizgnąć się z ręki.


A jakie jest Wasze top 5? Korzystałyście z któregoś z tych gadżetów?




  1. Bardzo podobne. Szczotka, rekawica i pilniczek to moj must heave. Uzywam tez antycellulitowej gąbki syrena, pędzli ecotools i szczoteczki do twarzy z rossmanna.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O tak, pędzle ecotools mam i nie zamienię na żadne inne. Do szczotki do twarzy dopiero się przymierzam:)

      Usuń
  2. Mój szklany pilnik pamięta jeszcze moje gimnazjum (czyli ma ok 7-8 lat :D), drewniany grzebień uwielbiam (pomimo, że mam cienkie, gęste i bardzo długie włosy to moje ulubione czesadło), pędzle ecotools są nie do zdarcia i też są moim hitem, gumka-kręciołek to też mój hit, nie zostawia śladu na włosach i nie ciągnie.
    Zastanawiam się czy rękawica i szczotka to dobre rozwiązanie dla cery naczynkowej. Bardzo są ostre?

    Pozdrawiam,
    Ania

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wszystko zależy od nacisku. Jeśli nie będziesz za mocno trzeć skóry, to wszystko będzie ok.

      Usuń

Start typing and press Enter to search