Weekend w Karpaczu | Zielona wśród ludzi

31 sierpnia 2015

Weekend w Karpaczu

Mój wewnętrzny górol od kilku miesięcy już tupał nogami z niecierpliwością w mojej głowie. Ewidentnie potrzebowałam wyjazdu w góry. Wiecie, jeśli przynajmniej raz w roku porządnie nie zmęczę się wspinaczką, źle chodzę przez następnych 12 miesięcy. Niestety nowa praca nie pozwoliła mi w tym roku na żaden dłuższy letni wyjazd, ale na szczęście są jeszcze weekendy. Korzystając z okazji, że od kilku dni w Karpaczu urlopowali moi rodzice, uciekliśmy z miasta choć na tych kilkadziesiąt godzin. Podróż rozpoczęliśmy w sobotę o 1.44, nocny pociąg zabrał nas do Jeleniej Góry. Bezpośrednio z peronu naganiacz zgarnął nas do busa i o 8.30 byliśmy już w Karpaczu. Przywitała nas niesamowicie gęsta mgła, gór nawet nie było widać. Pogoda nas jednak nie zraziła, po szybkim śniadaniu byliśmy już gotowi do wyjścia.




Żeby zaoszczędzi trochę czasu i sił po prawie nieprzespanej nocy, skorzystaliśmy z wyciągu krzesełkowego na Kopę. Przez pierwszych kilka minut wjeżdżaliśmy wciąż w głąb chmury, chwilę przed szczytem ukazało nam się jednak piękne błękitne niebo. Podobno taka pogoda na Śnieżce to rzadkość, pofarciło nam się :D

Po zejściu z wyciągu, mimo pięknej pogody, mina mi trochę zrzedła, bo w kierunku Śnieżki maszerowały tłumy ludzi. A ja bardzo nie lubię tłumów w górach:( Na szczęście po zejściu ze szczytu szybko udało nam się te tłumy zgubić.

Chmury zostały nad Karpaczem
Na szczyt Śnieżki prowadzą 3 różne szlaki o różnym stopniu trudności. Najłatwiejszym maszerowały równo matki z niemowlakami w chustach, kilkuletnie dzieci (niesamowita wręcz ilość dzieci!), seniorzy i psy (nie do pomyślenia w Tatrach). My poszliśmy trochę trudniejszym szklakiem, do dziś czuję efekty tej wspinaczki w łydkach:/ Każdy ze szlaków wyłożony jest kamieniami różnej wielkości, niech Wam nie przyjdzie nigdy do głowy wspinać się na Śnieżkę w sandałach czy japonkach, Wasze stopy tego nie zniosą! Góra może wysoka nie jest, ale to wciąż góra i obowiązują na niej takie same zasady jak na wyższych wzniesieniach. Kto nie wie o czym mówię, może przeczytać mój zeszłoroczny post o przygotowaniach do wyjazdu w góry.




Widoków ze Śnieżki w zasadzie nie dało się podziwiać, bo dzikie tłumy ludzi zasłaniały wszystko. Udało mi się ustrzelić tylko kilka zdjęć, wziąć łyk wody i już uciekaliśmy na dół. Naszym następnym celem było czeskie schronisko Lucni bouda, które widać było już ze Śnieżki. Widoki po drodze były bardzo malownicze, jeśli kiedyś zawitacie w te strony, bardzo polecam Wam tę trasę.

Schodzimy już ze szczytu, a Karpacz wciąż w chmurach





Po bardzo krótkiej wizycie w Czechach (nie wypiliśmy nawet piwa w schronisku, brak higieny nas odstraszył), ruszyliśmy ponownie ku ojczyźnie licząc na lepsze warunki w Strzesze Akademickiej. Po drodze bardzo nas zastanawiało, dlaczego czeskie szlaki były tak przyjemnie piaszczyste, a polskie uparcie wykładane tymi przeklętymi kamieniami. Czyżby Unia ('sponsor' niedawnego remontu szlaków) dawała dofinansowanie do kamieni? 

Lucni bouda



Strzecha Akademicka również nie przyjęła nas zbyt gościnnie. Tłumy ludzi i bardzo wysokie ceny w schronisku spowodowały, że po krótkim odpoczynku uciekliśmy w dół do kolejnego schroniska - Samotni. Po drodze trafiliśmy na taaaakie widoki!






W Samotni również było koszmarnie drogo, całe szczęście, że mieliśmy swój prowiant. Schronisko zapunktowało u mnie tylko widokami i zieloną energią :)

Kamienista droga w dół do Karpacza umęczyła nas bardzo (te przeklęte kamienie!), ale na szczęście nie na tyle, żeby nie odwiedzić jeszcze jednego ciekawego miejsca. Miejsca, gdzie prawa grawitacji przestają działać! Warto się tu trochę pobawić, jeśli uda Wam się tam kiedyś dotrzeć, spróbujcie stoczyć butelkę wody z górki:) Pomnik dla tego, komu się uda!



W drodze do naszej noclegowni, mijaliśmy zachwycający ogród warzywno-owocowy. To się dopiero nazywa wiara w ruch #growyourown! Zbiory pomidorów i truskawek były na pewno imponujące.








Sobotnia 25-kilometrowa wyprawa zmęczyła nas na tyle, że w niedziele wyskoczyliśmy tylko na krótki spacer w kierunku Kruczych Skał i z ochotą przyjęliśmy propozycję naszego kierowcy umówionego przez Bla Bla Car, żeby z Karpacza wyjechać już o 15.00. Do domu dotarliśmy na 20.00, w sam raz, żeby ogarnąć się przed następnym tygodniem pracy. Wyjazd choć krótki, podładował baterie, głód gór został na chwilę zaspokojony:)

A jeśli już o głodzie mowa, to nie mogę nie wspomnieć o sytuacji żywnościowej w Karpaczu. Niestety nie udało mi się znaleźć żadnej typowo roślinnej knajpy lub nawet takiej, która zapraszałaby na jakieś wegańskie opcje. Swój prowiant to jednak podstawa, na szczęście zabrałam z Poznania zapas sojowych parówek, które w takich turystycznych warunkach sprawdzają się najlepiej. Z wegetariańskimi obiadami jest znacznie łatwiej, amatorów kuchni regionalnej odsyłam do Dworu Liczyrzepy na pyzdry lub deruny.

Ostatni rzut okna na góry. Ach, będę tęsknić!





Podziel się


  1. O, byłaś niedaleko mnie! Cieszę się, że podgórskie rejony Ci się podobają. Jeśli kiedyś znowu będziesz w okolicach Jeleniej Góry, to polecam Zaporę Pilchowice.
    Jak wyjdę za miasto, to widzę Śnieżkę ;) chociaż muszę się przyznać, że nigdy nie byłam - przez chorobę drastycznie spadła mi kondycja i wątpię, żebym wylazła do góry bez szkody na ciele i napędzeniu paniki wszystkim dookoła.
    Chyba, że możesz polecić coś w okolicy Śnieżki dla takich bardzo początkujących jak ja, co to się męczą na wyższych pagórkach.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Możesz wjechać wyciągiem na Kopę tak jak my i odpuścić sobie samą Śnieżkę, ale pomaszerować od razu do Strzechy Akademickiej.

      Usuń
  2. Widzę, że masz podobne odczucia w kwestiach żywieniowych w Karpaczu jak ja (jestem wege póki co to miałam dużo łatwiej, ale brak chociażby bazarku mnie zadziwił, bo o wege knajpkach to nawet nie myślałam :p).

    Ja byłam tam trochę dłużej i też uważam, że choćby najkrótszy pobyt w górach jest bardzo potrzebny ;) Uwielbiam te wszystkie górskie krajobrazy ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No właśnie zdziwiło mnie bardzo, że tam nawet trudno znaleźć coś takiego jak warzywniak.

      Usuń
  3. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń

Start typing and press Enter to search