Pójść do pracy i nie umrzeć z głodu + wegańska fasolka po bretońsku | Zielona wśród ludzi

16 listopada 2015

Pójść do pracy i nie umrzeć z głodu + wegańska fasolka po bretońsku

Kiedy kilka miesięcy temu porzuciłam domową kanapę i przeszłam na pracę na etacie mój sposób żywienia został wywrócony do góry nogami. Skończyły się powolnie śniadania i eksperymentalne obiady, a przyszła prostota i maksymalne ułatwienia. Na początku nie było łatwo, przez kilka pierwszych tygodni jadłam w pracy głównie przyniesione z domu kanapki i słodycze, a po pracy obiad robiony przez niemęża. Teraz niemąż też nie ma już czasu gotować, ale na szczęście sytuację udało się jakoś opanować. Jak teraz wygląda mój jadłospis?

Na śniadanie owsianka
Śniadanie najczęściej jem dopiero po dotarciu do pracy, rano mam za mało czasu. I najczęściej jest to owsianka podobna do tej. W jedną kieszeń wkładam pojemniczek z płatkami owsianymi, bakaliami i odrobiną surowego kakao, w drugą kieszeń banana i już biegnę na tramwaj. W pracy najpierw zalewam płatki i bakalie odrobiną wrzątku, kiedy napęcznieją dodaję pokrojonego w plasterki banana i mleko sojowe, które i tak mam zawsze do kawy. Śniadanie bezproblemowe, robi się praktycznie samo i syci na wiele godzin.



Kiedy mam rano więcej czasu, miksuję sobie przed wyjściem jakiś koktajl, często na bazie kefiru z grzybka tybetańskiego.

Ekspresowy lunch
Śniadania nie są bardzo urozmaicone, moja kreatywność budzi się dopiero w okolicach 10 :) Lunche staram się jednak szykować bardziej różnorodne. O ile nie został mi obiad z poprzedniego dnia niosę do pracy jakąś sałatkę (najczęściej grecką z tofu-fetą) kaszę, lub ryż. Jak wspominałam w tym poście, kaszę i ryż gotuję zawsze z dodatkiem soczewicy. Taki duet służy mi jako baza do różnych naprawdę ekspresowych dań. Jeśli przed gotowaniem dodam do ryżu oprócz soczewicy jeszcze domową przyprawę do zup, łyżeczkę oliwy i czosnek niedźwiedzi to znak, że następnego dnia w pracy będę jadła zupę:) Ugotowany ryż z dodatkami zabieram na wynos w pojemniku, po drodze dokupuję jeszcze sok pomidorowy i taką mieszankę podgrzewam razem w służbowej kuchni. Ostatnio najczęściej sięgam po taki sok pomidorowo-ogórkowy:


Często sięgam też po ten przepis na pulao, albo ekspresową fasolkę po bretońsku.

SKŁADNIKI:
puszka fasoli białej (lub podobna ilość ugotowanej w domu)
puszka fasoli czerwonej (lub podobna ilość ugotowanej w domu)
2 sojowe parówki/kostka tofu/tempeh 
słoik przecieru pomidorowego
ząbek czosnku 
mała cebula
2 liście laurowe, 2 ziarnka ziela angielskiego
majeranek, oregano, papryka wędzona, pieprz, sól do smaku
Chlust oliwy w oliwek

W garnku z grubym dnem podsmażamy drobno posiekaną cebulę, czosnek i przyprawy (z wyjątkiem soli), dodajemy pokrojone parówki lub tofu/tempeh i jeszcze chwilę smażymy. Dorzucamy przepłukaną fasolę, przecier pomidorowy i całość chwilę gotujemy. Na końcu dodajemy sól do smaku i oliwkę z oliwek. Zajadamy w towarzystwie bułki lub ryżowego pieczywa i sezonowej surówki.

A gdy sił na gotowanie brak
Kiedy wieczorem kompletnie nie mam siły lub czasu na gotowanie, ratuje mnie sąsiadująca z moją firmą Ale Pajda, Mixtura uruchomiła ostatnio dowóz swoich burgerów, więc na to pewnie też się niedługo skuszę.

W mojej firmie działa tzw. sekta wege :D Roślinożerców jest przynajmniej czworo, czasem zdarza się, że gotujemy więcej, by w pracy nakarmić też resztę:) Dni dyżurów pozostałej trójki lubię najbardziej:) Nasza jedzeniowa integracja ma też taki plus, że nie da się już nas nie zauważyć i przy okazji różnych firmowych imprez i spotkań zawsze znajdzie też coś dla sekty :D

Wieczorem zupa!
W niedziele wieczorem gotuję wielki gar zupy, taki, żeby starczył przynajmniej na trzy dni dla dwóch osób. Obiado-kolację po pracy jemy zazwyczaj o 18.00-19.00 lub nawet później więc zupa wystarczy. Ostatnio często gości u nas barszcz ukraiński, który ze wszystkich zup jakie robię chyba wychodzi mi najlepiej. A jak nie ma zupy, to zapewne jest makaron (ostatnio głównie bezglutenowy) np. taki zielony czy ten z tofu i oliwkami.

A jak wy sobie radzicie z gotowaniem i pracą?





Podziel się


  1. Niemąż bierze do pracy dwa pojemniczki - jeden z tzw nocną owsianką (rano wystarczy pamiętać o zabraniu pojemniczka) i drugi z lunchem. Czasem jest to część stała wczorajszego obiadu, czasem ryż z warzywami i sałatka, czasem makaron z warzywami stir-fry... Na co jest ochota i da się wsadzić do pojemniczka ;)
    Ja przy pracy na etacie lubiłam najbardziej warzywa stir fry wymieszane z makaronem albo ryżem. A o tej porze to sałatka: siekana brukselka + tarta marchew i jabłko to był mój absolutny faworyt :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O tak! Warzywa stir fry tez gramy bardzo często:)
      Tą sałatką mnie zaciekawiłaś. Nigdy nie wpadłam na to, żeby robić sałatkę z brukselki.

      Usuń
  2. W pracy nie umiem zjeść czegoś więcej niż kanapka, ewent. sałatka, i owoce. Zatem w domu obiado-kolacje; wtedy albo coś szybkiego, np. makaron + warzywa i orzechy albo z zamrażalnika, bo gdy mam więcej czasu, robię większe ilości wege kotletów, pierogów, potrawek warzywno-strączkowych i mrożę :)

    OdpowiedzUsuń

Start typing and press Enter to search