Miejska klaustrofobia | Zielona wśród ludzi

28 czerwca 2016

Miejska klaustrofobia

Lubię mieszkać w mieście. Lubię Poznań za możliwości jakie mi daje, za otwarte umysły i za anonimowość na ulicy. Za jogę przy fontannie, za sojowe latte w prawie każdej kawiarni, za kina studyjne i za Kontenery nad Wartą. Ale zdarza się też, że dopada mnie miejska klaustrofobia. Tak, wiem, nie ma w słowniku takiego pojęcia. To moje określenie na to dławiące uczycie, które dopada mnie w nienajlepsze dni. To, które powoduje, że mam ochotę rzucić wszystko i biec przed siebie, aż ucieknę od codziennego życia, obowiązków, ludzi, bloków i nieustającego szumu samochodów. Też tak czasem macie?

Widok na Katedrę z trasu Bramy Poznania



Zauważyłam, że objawy miejskiej klaustrofobii przybierają na sile kiedy jestem zmęczona, przepracowana, zestresowana i spędzam dużo czasu zamknięta w czterech ścianach biura i/lub mieszkania. Jeśli jeszcze w tych pomieszczeniach jest ciemno, za oknem nie ma się na co pogapić, a w dole przebiega ruchliwa, hałaśliwa ulica, to już pozamiatane. Miasto potrafi być bardzo męczące. Żeby w nim nie zwariować, warto wprowadzić jakieś środki zaradcze.

Najbardziej oczywistym wyjściem jest wyjazd z miasta. Weekend w górach, nad morzem czy nad jeziorem już wystarczy, żeby trochę od metropolii odpocząć. Pod warunkiem oczywiście, że czas spędzać będziemy na świeżym powietrzu, a nie w hotelowym pokoju z nosem w ekranie laptopa. Na mnie najlepiej działają podróże pociągiem, naprawdę mogę spędzić wiele godzin gapiąc się przez okno i się nie znudzić. Pociągi mają też tą magiczną moc, że podczas jazdy można sobie sporo rzeczy przemyśleć. Albo na przykład wymyślić taki właśnie post :)

Góry widziałam ostatni raz w kwietniu i już tęsknie. Nie ma lepszego miejsca, żeby pogapić się na horyzont.


Ale co w przypadku, kiedy nie możemy sobie pozwolić na weekendowy wyjazd i mamy wolne tylko jedno popołudnie? Spacer po parku może nie wystarczyć, warto wskoczyć na rower i ruszyć się kawałeczek za miasto. Jeśli nie macie własnego jednośladu, możecie zawsze skorzystać z roweru miejskiego. Gdzie jechać? Gdziekolwiek, gdzie nie będą Was gonić samochody. Najlepiej do lasu.

Zobacz też -->> Dlaczego warto żyć wśród drzew

Żeby złapać, nawet niewielki, ale zawsze jakiś oddech w mieście warto wspiąć się trochę wyżej. Gdzieś, gdzie będzie można popatrzeć na horyzont. Gdzieś, gdzie zamiast w okna sąsiadów z bloku na przeciwko, patrzymy w dal. Idealnie nadają się do tego wszelkie punkty widokowe. Poznań do niedawna nie miał ich prawie wcale, co dziwiło mnie w tym mieście niezmiernie. Dziś na szczęście sytuacja jest trochę lepsza. Listę tych najlepszych znajdziecie poniżej.

Ale zanim do niej przejdziemy, wtrącę jeszcze małą radę. Jeśli planujecie przeprowadzkę/zakup/wynajęcie mieszkania w mieście, podczas oglądania nowego lokalu spójrzcie przez okno. Czy widać przez nie cokolwiek innego niż sąsiednie zabudowania? Czy od ulicy odgradza Was choć wąski pas zieleni? Ja już raz popełniłam ten błąd, kilka lat bardzo się męczyłam w mieszkaniu, w którym latem nie można było swobodnie rozmawiać przy otwartych oknach, bo słowa zagłuszał szum samochodów. Nie słuchajcie agentów nieruchomości jeśli mówią Wam, że do hałasu można się przyzwyczaić. Nie można. Przynajmniej ja nie potrafię. Niech Was nie skusi niższa cena mieszkań, których wszystkie okna wychodzą na blok obok. Po kilku miesiącach ten widok prawdopodobnie bardzo Was zmęczy. Naprawdę nie warto zamykać się w tak ciasnej, miejskiej klatce.

Na koniec podam Wam jeszcze jeden argument, który ostatecznie powinien odkleić Wasze nosy  (i mój też) od komputerów i wygonić Was na "świeże" powietrze. Przebywanie na dworze ma korzystny wpływ nie tylko na ogólne samopoczucie, ale też na wzrok!

[...] Eksperymenty na zwierzętach sugerują, że kluczowe jest światło. Pod wpływem słońca w siatkówce oka uwalniana jest dopamina. Dopamina, nazywana potocznie hormonem szczęścia, jest neuroprzekaźnikiem układu nagrody w mózgu, odpowiada za ogarniające nas niekiedy uczucie satysfakcji i spełnienia. Ale tu jej rola się nie kończy. Odpowiada też za koordynację i napięcie mięśni (niedobór dopaminy jest główną przyczyną choroby Parkinsona), a w okresie wzrostu zapobiega nadmiernemu wydłużaniu się gałki ocznej. Niedostatek światła powoduje, że oko rośnie w sposób niekontrolowany, a gałka oczna wydłuża się, tracąc właściwy kształt. Kurczaki, którym od wyklucia się z jaj nakłada się specjalne okulary stymulujące rozwój krótkowzroczności, zachowują dobry wzrok, o ile trzyma się je w bardzo jasnych pomieszczeniach. Jeśli jednak do oczu zakrapla im się spiperon, lek hamujący działanie dopaminy, ochronny efekt, który przynosi ekspozycja na mocne światło, znika.

Ile czasu powinniśmy spędzać w świetle dnia? Badania Australijczyków z National University w Canberze sugerują, że nie mniej niż trzy godziny dziennie, o ile pada na nas światło o natężeniu 10 tys. luksów. To tyle, ile otrzymuje w słoneczny dzień człowiek siedzący w cieniu drzewa. Oczywiście jeśli słońce nie dopisuje, przy gęstych chmurach, nawet na dworze może być mniej niż 10 tys. luksów. Z pewnością będzie jednak o wiele jaśniej niż w domach (świetnie oświetlone biuro czy jasna klasa to zaledwie 500 luksów). Trzy godziny spaceru dziennie to norma dla australijskich dzieciaków (wśród których krótkowzroczność występuje stosunkowo rzadko - 17 proc). [...]

źródło: wysokieobcasy.pl



Punkty lecznicze w Poznaniu:

Dziewicza góra - a właściwe wieża znajdująca się na jej szczycie. Do niedawna to jedyny sensowny punkt widokowy umiejscowiony w okolicach Poznania. Na Dziewiczą Górę można bez problemu dojechać rowerem, na miejscu można załapać się też na lekcje jogi w lesie ♥

Taras widokowy Bramy Poznania - wstęp jest już trochę droższy, bo na taras można wejść tylko z biletem na ekspozycję, ale przynajmniej raz warto tam być. Szczególnie polecam zjawić się na tarasie w czasie zachodu słońca. Widok na miasto naprawdę jest tego warty.

Taras widokowy na Zamku Królewskim - ta atrakcja została oddana do użytku dopiero w zeszłą niedzielę, jeszcze nie zdążyłam jej przetestować, ale mam nadzieję, że już w następny weekend pogapię się na Stary Rynek z góry.

Tramwaj wodny - tej atrakcji jeszcze nie testowałam, ale jest ona wysoko na mojej wakacyjnej whishliście. Nie kosztuje dużo, a zawsze to okazja do popatrzenia na miasto z innej perspektywy.

Tramwaj wodny podglądany z okolic Wartostrady



A Wy jakie macie sposoby na radzenie sobie z miejską klaustrofobią?

P.S. Zobaczcie jak na potrzebę ucieczki od codzienności odpowiadają www.momondo.pl i Port Lotniczy Poznań Ławica




Podziel się


  1. Też mieszkam w Poznaniu i mam dokładnie takie gorsze dni jak Ty .Wtedy najczęściej uciekam w rodzinne strony gdzie nie ma tego całego pędu, hałasu i masy ludzi. Mam też takie swoje bezpieczne miejsca w samym Poznaniu gdzie odpoczywam:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O właśnie! Wyjaazd do domu to też jest coś, co leczy miejskie smutki.

      Usuń
  2. Ja na szczęście mieszkam w małym mieście, mam blisko do lasu oraz nad rzekę, gdzie teraz można się kąpać. W wielkim mieście ja bym długon ie wytrzymała.już po trzech dniach w Warszawie zaczynam się'dusic';) pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja też nie za dobrze czuję się w Warszawie. Mam wrażenie, że Poznań jest znacznie mniej męczący. Nie ma tu aż takiego pędu.

      Usuń
  3. Ja nie potrafiłabym mieszkać w mieście, wymęczyłabym się strasznie :/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To prawda, że miasto bywa męczące, ale ma też kilka niezaprzeczalnych zalet. Zwłaszcza jeśli chodzi o kulturę, rozrywkę, pracę i wykształcenie.

      Usuń
  4. Mieszkam od urodzenia w Poznaniu i szczerze mówiąc nie wyobrażam sobie życia na wsi. Cenię wygodę, to, że wszędzie mam blisko, do pracy, znajomych, rodziny i ulubionej kawiarni. :) Jeśli chciałabyś pobyć bliżej zieleni koniecznie odwiedź Ogród Botaniczny na ulicy Dąbrowskiego - cudowne miejsce. A może już tam byłaś...? ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Byłam, byłam:) Codziennie go mijam w drodze do pracy:)

      Usuń

Start typing and press Enter to search