17 lipca 2020

Rowerem po Drawieńskim Parku Narodowym. Skąd się wzieły nasze przygody na trasie?

O powrocie do Drawieńskiego Parku Narodowego z rowerami myślałam już od czasu naszej ostatniej wizyty w tym miejscu. Niedawno kupiliśmy bagażnik rowerowy do samochodu i w końcu ten pomysł mógł się ziścić. Na wyprawę wybraliśmy sobie upalny dzień, w ostatniej chwili zmieniliśmy plany i zamiast zacząć wycieczkę w znanym nam już Głusku, pojechaliśmy do innej, nieznanej nam części parku, licząc na to, że po przejażdżce wskoczymy jeszcze do jeziora w Załomie. Tamtejsze kąpielisko na zdjęciach w Google Maps zapowiadało się naprawdę nieźle. Kto by pomyślał, że absolutnie nie będziemy mieć już siły na pływanie, a na plażę nawet nie dotrzemy. Minęły już dwa tygodnie od tej wycieczki, a ja wciąż nie jestem pewna czy chce ponownie wsiąść na rower. Taka to była wyprawa.



Na początku nic nie zapowiadało tego, co na nas czekało po drodze. Trasę zaplanowaliśmy na 36 km (o tym jakiej appki do tego użyliśmy będzie później). Z mapy wynikało, że trasa biegnie przez lasy i pola, przez kilka wiosek i wzdłuż kilku jezior. Miało być sielsko z piknikiem i plażingiem po drodze, a ostatecznie wyszło tak, że:

- znaczna część trasy wiodła przez piaszczyste drogi w których rowery zakopywały się po pachy i trzeba je było wlec, często jeszcze pod górę. Mój rower waży ok. 20 kg, razem z sakwą w której wiozłam lustrzankę, zapas wody i jedzenia, dobijał pewnie do 25 kg. Nieziemsko się z nim namęczyłam.

- Tylko do jednego z mijanych jezior udało nam się podejść z rowerami. Niestety uciekaliśmy od niego w popłochu przez atakujące nas owady (jakieś bardzo natrętne, przypominające muchy obrzydlistwa latające nam dookoła głowy) i kilkumetrową wylinkę węża napotkaną na brzegu.



 - Ze względu na powyższe, ani zaplanowana kąpiel w jeziorze, ani ładujący nasze baterie piknik nie wchodził w grę. Ostatecznie rozprawiliśmy się z naszym prowiantem na jakimś smutnym przestanku autobusowym w środku zapomnianej przez świat wsi Jelenie.



- W żadnej z mijanych wiosek nie było sklepu, tego dnia było bardzo gorąco, przez cały dzień marzyło nam się coś zimnego do picia. Niestety nic z tego nie wyszło. Całe szczęście, że zabraliśmy ze sobą ponad 4 litry wody. Na 5,5 h wycieczkę starczyło nam na styk. Niedobory elektrolitów czułam jeszcze przez dwa następne dni. Nauczka na przyszłość: oprócz wody na taką wyprawę konieczne są napoje izotoniczne!



- mając za sobą jakieś ¾ trasy byliśmy już zmęczeni, chcieliśmy ją trochę skrócić. Zboczyliśmy z zaplanowanej trasy i władowaliśmy się….na czerwony, pieszy Szlak im. IV Dywizji Piechoty, który kompletnie nie nadawał się do jazdy na rowerze. Na dodatek pojechaliśmy nim w złą stronę i ostatecznie zamiast odjąć kilometrów, dodaliśmy sobie 10 dodatkowych. Szlak, choć bardzo malowniczy, jest bardzo rzadko uczęszczany i w związku z tym zarośnięty paprociami i pokrzywami. Nie chcę nawet wspominać ile owadów (być może kleszczy) siedziało na moich gołych nogach po wyjściu z tych chaszczy. Na samą myśl mam dreszcze. Jeśli będziecie w okolicy, to warto się tamtędy przejść, ale raczej jesienią, zimą lub bardzo wczesną wiosną. Latem to naprawdę ekstremalne przeżycie.



 

Jak to się stało, że władowaliśmy się w takie bagno, skoro w Drawieńskim Parku Narodowym jest tyle szlaków rowerowych?

 

Wszystkiemu winna jest aplikacja Mapy.cz, o której pisałam Wam w czerwcowym wydaniu ZIELONEGO SPOJRZENIA poświęconym alternatywnym podróżom po Polsce. Niedawno odkryłam w tej appce nową funkcję, która teoretycznie pomaga wytyczać trasy na nieznanym terenie. Chciałam przetestować jak działa i dałam się wyprowadzić na manowce, bo zapomniałam o tym, że szlaki rowerowe nie bez powodu wytyczane są w takim, a nie innym miejscu. Jeśli na danej trasie nie został wytyczony żaden szlak to można zakładać, że:
  • droga/nawierzchnia nie nadaje się do jazdy rowerem (ten przeklęty piach)
  • nachylenie terenu nie pozwala na jazdę na rowerze (ten przeklęty, bardzo stromy czerwony Szlak im. IV Dywizji Piechoty)
  • trasa nie przebiega przez miejsca atrakcyjne dla turystów (zarośnięte lub co gorsza ogrodzone brzegi jezior)
Trasa zaproponowana przez appkę, biegnąca w większość przez drogi nie będąc szlakami, powinna wzbudzić moje podejrzenia. Gdybym wtedy wpadła na to, żeby poszukać trochę dłuższej, ale biegnącej innymi drogami alternatywy, ta wycieczka wyglądałaby inaczej. Z drugiej strony, nie miałabym takich wspomnień, z których teraz się śmieję (choć wciąż mną wstrząsają dreszcze na wspomnienie paniki w jaką wpadłam cała obklejona w robaki po przedarciu się przez pokrzywy i paprocie).

Bezmyślne korzystanie z aplikacji do nawigacji, nigdy nie kończy się dobrze, mimo to wciąż polecam zapoznać się z funkcją wyznaczania trasy w aplikacji Mapy.cz. Zwłaszcza jeśli macie problemy z oszacowaniem dystansu szlaku i wtedy, kiedy nie jesteście pewni, czy wasza kondycja i zapas czasu pozwalają Wam przebyć dany szlak.

Jak szukać inspiracji na wycieczki w aplikacji Mapy.cz?

 

 

  1. UWAGA: przed wyjazdem w odludne tereny, do dużych kompleksów leśnych lub parków narodowych, pobierz mapy offline, żeby nie tracić trasy z oczu podczas wycieczki
  2. W wyszukiwarkę wpisz nazwę miejscowości z której chcesz zacząć wyprawę
  3. W menu, które pojawi się na dole wybierz pozycję WYCIECZKI
  4.  Wybierz czy chcesz się poruszać pieszo czy rowerem
  5. Przesuwając suwak ustaw dystans jaki jesteś w stanie przebyć danego dnia
  6. Przybliż mapę i sprawdź czy wytyczona trasa pokrywa się ze szklakami
  7. W razie potrzeby zmieniaj delikatnie dystans, by otrzymać inną rekomendację
  8. Po znalezieniu odpowiadającej Ci trasy, możesz skorzystać z głosowej nawigacji





Publikowanie komentarza

Whatsapp Button works on Mobile Device only

Start typing and press Enter to search