KSIĄŻKA: Instrukcja obsługi lasu | Zielona wśród ludzi

17 stycznia 2019

KSIĄŻKA: Instrukcja obsługi lasu


Instrukcja obsługi lasu to czwarta książka Petera Wohllebena, którą przeczytałam. Jest to też nasta książka o podobnej tematyce jaką mam za sobą. I powiem Wam, że mam już trochę dość.

Ze wszystkich książek autora, Instrukcja zmęczyła mnie najbardziej. Podobnie jak poprzednie książki zawiera wiele ciekawostek o życiu lasu, ale zawiera też sporo tez, z którymi się nie zgadzam.

Ubój drzew
To chyba uderzyło mnie najbardziej. Peter Wohlleben porównuje ścinanie drzew z ubojem zwierząt.
Twierdzi, że drzewa cierpią tak samo mocno jak hodowane na użytek człowieka krowy, świnie czy kury. Nie mieści mi się to w głowie. Jak można porównywać ból świadomych istot z "przeżyciami" rośliny? Na dodatek to stwierdzenie pada z ust osoby, która sama hoduje zwierzęta w swojej leśniczówce i nie ma problemu z tym, żeby ograniczać ich przestrzeń życiową elektrycznym pastuchem.

Koniki
Autor książki (i nie tylko on) nawołuje, do zaprzestania korzystania z harvesterów (tzw. mechanicznych drwali), maszyn, które swoim ciężarem dewastują strukturę gleby w lesie. W efekcie nie tylko ścinane drzewo pozbawiają życia, negatywnie wpływają też na jego sąsiadów, gdyż utrudniają korzeniom pobieranie wody z gleby, uśmiercają też wszystkie drobne, glebowe żyjątka. Brzmi strasznie prawda? Owszem. A wiecie jaka jest alternatywa? Zaprzęganie do ciężkiej pracy koni (w książce Wieczny las jedna z bohaterek pieszczotliwie nazywa je konikami, co w tym kontekście brzmi jak słaby żart). A konie, wbrew powszechnej opinii wcale nie lubią dźwigać i bez poganiania batem nie przeciągną ważącego kilku ton pnia drzewa. Wybór między maszynami, a końmi jest jak wybór między sraczką a rozwolnieniem.

"To oczywiste, że drewno jest potrzebne, ale serce boli, jak się widzi, wie pani, sposób tego wycinania. Mam koszmarną pretensję o te maszyny. Bo widzi pani, dawniej, jak wycinali las, to wyciągali drzewo konikami. Nie cierpiało przy tym poszycie. Nic nie cierpiało. [...] Jasne, że się tego nie cofnie, tego umaszynowienia. Ale tak sobie wspominam i myślę, że jednak lepiej było dawniej. Miejscowi mieli zatrudnienie przy zrywce, koniki trzymali. W tej chwili maszyny zastąpiły wszystko. Koników nikt już nie trzyma."
Wieczny las. Poza pogonią wielkich miast
Justyna Stoszek 

 Czy tylko mi się włos na głowie jeży, kiedy czytam takie rzeczy?

Zbiorowa histeria
Czytając tę książkę (i podczas lektury Wiecznego lasu też), obserwując to co się dzieje w mediach, zauważyłam, że jako społeczeństwo (z Peterem Wohllebenem na czele) wpadamy w zbiorową histerię na wieść o każdym ściętym drzewie. Mam wrażenie, że niektórzy chcieliby całkowitego zakazu wycinki w naszym kraju. Czy to jest rozsądne podejście? Moim zdaniem nie.

Dla przypomnienia: drzewa, a w zasadzie pozyskiwane z nich drewno jest nam potrzebne w życiu codziennym. W budownictwie, w meblarstwie, w przemyśle papierniczym (czyli do wydawania książek też), do produkcji tekturowych opakowań, tak kochanych przez zerowasterów. Do produkcji papieru toaletowego też. Co by się stało, gdybyśmy całkowicie przestali wycinać drzewa w polskich lasach? A no drewno potrzebne do tych i wielu innych rzeczy zostałoby sprowadzone z innego kraju, najprawdopodobniej takiego, który oferuje najniższą cenę, a tym samym nie respektuje założeń zrównoważonej gospodarki leśnej i wcina swoje lasy w sposób rabunkowy. Planecie odbiłoby się to czkawką, wylesienie dużych obszarów ma bardzo negatywne skutki dla środowiska. Drewno jest surowcem odnawialnym, pod warunkiem, że wycinka prowadzona jest w rozsądny sposób, a tak właśnie prowadzona jest w Polsce. Jak pokazują statystyki powierzchnia lasów w Polsce z roku na rok rośnie.

„W ciągu ostatniego 10-lecia ogólna powierzchnia lasów świata zmniejszyła się o około 33 609 tys. ha, tj. o 0,84%. W Polsce w tym okresie nastąpił wzrost powierzchni lasów z 9000 tys. ha (powierzchnię lasów według GUS w 2005 r. do 9 230  tys. ha w 2015 r. (bez gruntów związanych z gospodarką leśną), tj. o 230 tys. ha, a zatem o 2,5%; nastąpił w tym okresie również wzrost lesistości z 28,8% do 29,5%.”

Jeśli już czerpać surowiec na własne potrzeby, to globalnie patrząc, najlepiej z własnego, w miarę świadomego ekologicznie podwórka, oszczędzając przy okazji środowiskowe skutki transportu drewna na duże odległości.


I tak, wiem, ze Polsce wycina się znacznie więcej niż potrzeba na zaspokojenie podstawowych potrzeb, bo jesteśmy krajem o bardzo rozwiniętym przemyśle meblowym (na jego potrzeby importujemy też drewno m.in. z Łotwy i Białorusi) i znaczną część produkcji eksportujemy do innych krajów. I tak, mi też robi się smutno na widok miejsc wycinki. Ale w Polsce dzieje się dużo więcej, dużo gorszych dla środowiska rzeczy. Z zachowaniem powierzchni lasów na szczęście sobie jakoś radzimy. A najlepszym sposobem na ochronę polskich lasów jest zminimalizowanie zużycia drewna i papieru. W żadnym jednak wypadku nie należy przechylać szali na rzecz tworzyw sztucznych. Plastik nigdy nie będzie lepszy niż papier, nawet jeśli to jego produkcji nie potrzeba drzew.


Ciekawostki
Ale wracając do książki, znalazłam w niej też kilka ciekawostek. Niektóre mrożą krew w żyłach. Rozdział o przetrwaniu w lesie i jedzeniu robaków nie należał do moich ulubionych. Szokujące były dla mnie informacje o tym, jak Niemcy opryskiwali swoje liściaste lasy, żeby zrobić miejsce na plantacje drzew iglastych (bardziej cenionych w drzewnym biznesie). Tacy są ekologiczni.



Z książki można się też dowiedzieć jakie niebezpieczeństwa czyhają na ludzi w lesie (pasożyty, kleszcze) i jak się przed nimi uchronić, co dla miłośników leśnych wypraw może być bardzo przydatne. Podobały mi się też informacje o tym jak odróżniać drzewa (po smaku, po tym jak spływa po pniu woda w czasie burzy), oraz to, że w nocy warto mieć przy sobie czerwone źródło światła (szkoda, że nie wiedziałam tego w czasach, kiedy jako harcerka latałam po lasach w środku nocy).

Muszę też przyznać, że popieram stanowisko autora odnośnie myślistwa, które przewijało się też przez poprzednie jego książki (Sekretne życie drzew, Duchowe życie zwierząt i Nieznane więzi natury). Szkoda tylko, że miłość autora do zwierząt jest taka wybiórcza.

W książce wyjaśniony jest też mechanizm, o którym pisałam przy okazji wizyty na Wrzosowisku w Okonku czyli dlaczego na niektórych obszarach wycina się drzewa w ramach ochrony środowiska. Taki paradoks, który pokazuje, że na przyrodę należy patrzeć z szerszej perspektywy. Niestety nie wszyscy to potrafią.



P.S. Smutny żartem jest też to, że książka tak zaciekłego obrońcy lasów wydana została w sposób bardzo rozrzutny jeśli chodzi o ilość zużytego papieru. Tylu pustych stron w książce już dawno nie widziałam. 72 na 368 stron książki nie zawierają żadnej treści poza kolorem lub szlaczkiem, tzn., że prawie 20% papieru zostało zużyte zupełnie bezsensownie.  Ale to już jest raczej wina polskiego wydawnictwa, a nie samego autora. Mimo to niesmak pozostał.

Jeśli jednak macie ochotę przeczytać książkę, sugeruję raczej zakup e-booka lub wizytę w bibliotece.


  1. Tylko ją przejrzałam i odłożyłam z myślą, że może wrócę po nią kiedyś... Rozdział o przetrwaniu w lesie mnie zaciekawił, bo jestem mocno wkręcona w temat bushcraftu. Jeśli masz ochotę na leśne wyciszenie, a nie masz możliwości aktualnie wyjść do lasu, to bardzo polecam kanał YT: Bushcraftowy. Nieprzeciętny.

    OdpowiedzUsuń
  2. Czytałam tę książkę kilka miesięcy temu i już nie pamiętam tak dobrze wszystkiego, jednak oprócz pewnych wad książka ma tę wielką zaletę, że zmotywowała mnie do dwóch nocnych wypraw. Z czerwonym światłem, oczywiście :)
    http://baranowscy.eu/wordpress/instrukcja-obslugi-lasu-noca-i-za-dnia-recenzja-ksiazki-petera-wohllebena/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja się chyba za dzieciaka wybiegałam nocą po lesie😄 raz nawet latałam z pochodnią jako jedynym źródłem światła. Teraz chyba tylko perspektywa jakieś sesji foto by mnie wyciągnęła z domu😀

      Usuń

Start typing and press Enter to search